You are not connected. Please login or register

Fontanna zastygła pod drzew koronami.

Idź do strony : 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 2]

1 Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pią Cze 06, 2014 6:07 pm

Trzeba odejść nieco od hotelu, by znaleźć to miejsce. Pomiędzy drzewami, jakie tu rosną, można - stając w odpowiednim miejscu - dostrzec majaczący gdzieś w oddali białawy punkt. Ciekawość weźmie górę? Pójdziesz przed siebie, wkroczysz w trzewia borzeszcza, by sprawdzić, co one skrywają?

Co we wnętrzu tego małego lasku robi stara, porośnięta mchem fontanna wyrzeźbiona w ongiś białego, dziś pokrytego szarością czasu marmuru? Nie wiadomo, podobnie jak nie jest wyjaśnione, kto ją tu pozostawił oraz dlaczego spod przymkniętych oczu figury gęstymi strumieniami wypływają łzy, w jeziorze których toną jej bose stopy? Marmurowe skrzydła otaczają ją niczym troskliwe ramiona, jak gdyby anielica chciała się skryć przed światem w rozpaczliwej, niemającej sensu próbie, przygwożdżona do ziemi ciężarem własnych łez, stóp zespojonych z kamienną podstawą posągu, siłą pełznących cierpliwie ku górze traw i bluszczy. Suknia powiewająca na nieistniejącym wietrze, choć twarda w dotyku, wydaje się być wykonana z najdelikatniejszej tkaniny.
Spójrz jej w oczy... te półprzymknięte, puste. Nie zaznaczono w nich źrenic. A jednak wrażenie, że z pochyloną w smutku głową spogląda na ciebie ukradkiem, gdy odwracasz wzrok... Czujesz to? Tajemnicze miejsce. Chciałbyś odejść, ale głos gdzieś wewnątrz prosi cię, byś został. Dotrzymał towarzystwa pięknej, zastygłej w bezruchu kobiecie. Płaczącemu aniołowi.

Zobacz profil autora

2 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pią Cze 06, 2014 6:38 pm

Nie mam siły pisać czegoś takiego jak pierwszy post dotyczący przyjścia do jakiegoś miejsca. Meks po prostu spacerował tu i tam i ostatecznie na miejscówkę natrafił. Przyglądał się trochę fontannie, potem przysiadł na ziemi niedaleko niej i tak sobie został, chcąc odetchnąć świeżym powietrzem. Chociaż jak dla niego było tu zimno, to jednak wolał przebywać na zewnątrz niż w zamkniętym pomieszczeniu. I może choć tu nie spadnie na niego nagle Ameryka, nie?

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

3 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pią Cze 06, 2014 7:27 pm

Gość


Gość
Anneliese szła obok wszystkich drzew, krzewów.
Słyszała, że podobno gdzieś w pobliżu stoi stara fontanna, do której nikt nie chce się wybierać.
Nie myślała jednak o tym za bardzo, gdyż nie wiedziała co tak na prawdę 'to coś" w sobie skrywa. Ocenę chciała zostawić sobie na później.
Gdy dotarła na miejsce zauważyła siedzącego na ziemi Latynosa, a zaraz za nim tą piękną i tajemniczą fontannę. Zerknęła na osobę.
Dzień dobry. - Przywitała się z poważną postawą.

4 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pią Cze 06, 2014 7:36 pm

"Gdy dotarła na miejsce zauważyła siedzącego na ziemi Latynosa, a zaraz za nim tą piękną i tajemniczą fontannę."
Userka zaskrzypiała w efuzji oburzenia. To powinno być: "Gdy dotarła na miejsce zauważyła siedzącego na ziemi pięknego i tajemniczego Latynosa, a zaraz za nim fontannę". To na pewno drobna pomyłka ze strony postu Austrii. Na pewno.

Wyrwany z letargu, w jaki wpadł, siedząc tu, drgnął i powoli odwrócił głowę w stronę dziewczyny. Zmierzył ją uważnym spojrzeniem, sprawdzając, czy to aby nie Ameryka - tak odruchowo jakoś - a potem uśmiechnął się szeroko.
-Hola! - przywitał się głosem ciepłym i przyjaznym, jak to miał w zwyczaju. Osoba wydawała mu się znajoma, jak jednak ocenić prawdopodobieństwo tych przypuszczeń, gdy się patrzy na odwrotnej płci wersję kogoś takiego? No nie da się, no. Dlatego też wolał zaczekać z ryzykownym zgadywaniem.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

5 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pią Cze 06, 2014 9:22 pm

Gość


Gość
Kobieta powoli podeszła do fontanny chcąc przyjrzeć jej się bliżej. Wszystkie te rzeźby były dla niej wspaniałe.
Całość mogła wzbudzać lekkie przerażenie, ale i ciekawość.
Anneliesie usiadła ostrożnie na obudowie wodotrysku, po czym spojrzała na mężczyznę.
Pięknie tutaj, prawda?
W takich miejscach od razu wszelkie zmartwienia mijają. Można się uspokoić i przypomnieć sobie dobre chwile ze swojego życia - Mówiła do niego.. a może to był zwyczajny monolog? Nie wiadomo.
Pluskająca woda pojawiała się na jej sukience, ale najwyraźniej jej to nie przeszkadzało. Uśmiechała się tylko wkraczając w strefę wyciszenia. Nie zastanawiała się czy Latynos na nią patrzy ze zdziwieniem lub że jest mokra. Po prostu nie przejmowała się już światem zewnętrznym.

6 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sob Cze 07, 2014 2:27 pm

Przysłuchiwał się jej słowom z uśmiechem, przytakując raz po raz łebkiem. Istotnie, miejsce to posiadało jakąś własną, nęcącą magię.
- Lubię takie miejsca. Coś w sobie mają - odparł po chwili, wstając. - Gdybyś mieszkała w sąsiedztwie Ameryki, tak jak ja, to chowałabyś się w lesie przy każdej okazji. Rzadko mam możliwość pobycia sobie w takiej ciszy. Co prawda nie mam nic przeciw hałasowi, ale... ale obecność Ameryki to coś innego. Od tego trzeba odpocząć raz na jakiś czas. - Zaśmiał się krótko i podszedł do niej. Teraz dopiero zauważył krople wody atakujące jej sukienkę.
- Uważaj, będziesz musiała ją suszyć - powiedział, wskazując skinięciem głowy na przemakający materiał.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

7 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sob Cze 07, 2014 8:00 pm

Gość


Gość
Uważnie słuchała Latynosa. Czyli nie tylko ona odczuwała coś magicznego w tym miejscu.
Krótko po słowach chłopaka cichutko się zaśmiała.
Rozumiem. Aż tak ci doskwiera? Nie słyszałam o niej dużo, ale podobno jest zwariowana i gra w gry komputerowe.
Ponownie spojrzała na jego twarz. Widać i słychać, że jest towarzyski oraz gadatliwy. Sama by chciała taka być. Ale w końcu została wychowana na damę, a trudno jest się pozbyć nawyków. Grała na fortepianie i innych instrumentach, więc musiała nauczyć się opanowania i spokoju. Bez tego nie umiała by zagrać żadnego utworu, a tym bardziej stworzyć swojego własnego.
Gdy kraj podszedł do niej i zwrócił uwagę na przemakające ubranie nie przejęła się tym. Siedziała dalej.
Mam pełno ubrań w szafie. Nic się nie stanie jak jedno trzeba będzie suszyć. Nie przeszkadza mi to. - Ponownie uśmiechnęła się do Latynosa poprawiając również mokre włosy.

8 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sob Cze 07, 2014 10:21 pm

Westchnął cicho, spoglądając na jej biedną, nic nie winną sukienkę.
- Nie, nie. Lubię ją, bardzo lubię. Za bardzo, ale i tak jest friendzone. Po prostu czasami przesadza. Ale można przywyknąć. Bardzo ciekawa osoba. - odparł szybko, wciąż z uśmiechem, który ani myślał zniknąć z latynoskiej buźki. Wyciągnął rękę ku strumykowi płynącemu spod półprzymkniętych marmurowych powiek posągu i przeciął palcami wodną wstęgę. Przyjemny chłód. Zimna woda zawsze wydawała mu się czymś zdecydowanie lepszym niż zimno samo w sobie. Zamknął na moment oczy, skupiając się na tym jednym zmyśle, zmyśle dotyku. Woda, zdumiona niespodziewaną przeszkodą uniemożliwiającą jej spokojny, dotychczasowy lot, napierała na jego dłoń. Jej starania były nadaremne, zbyt słaba była. Za mało łez roniła kamienna kobieta.
- Rozumiem. - odpowiedział zaraz potem, zerkając na Austriaczkę. Uśmiechnęła się, jakże miło. To znaczyło, że nie jest kompletnym snobem bez uczuć. Eduardo nie lubił takich ludzi.
- Swoją drogą, jestem Eduardo. Meksyk - Raczył w końcu zauważyć, że jeszcze się nie omieszkał pannie przedstawić. No jak to tak. Facet powinien być jednak pierwszy. Niestety ręki do niej wyciągnąć nie mógł, bo ta, którą etykieta nakazała podać, zmagała się właśnie z napierającym na nią swym ciężarem strumieniem wody.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

9 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pon Cze 09, 2014 9:59 pm

Gość


Gość
- A więc to tak. Chętnie bym ją kiedyś poznała. Ledwo kojarzę niektóre kraje. - Powiedziała, ale uśmiech nie znikł z jej twarzy. Czyżby z pochmurnej i poważnej damy wyłaniała się szczęśliwa kobieta z którą da się porozmawiać? Rzadko można było przyjrzeć się Anneliese w tej postaci, a nawet mogło być to niemożliwe, więc Latynos był pierwszą osobą widzącą ją w takim humorze. Austriaczka była bardzo ładna gdy się uśmiechała. Szkoda, że nie robiła tego częściej.
Zauważyła, że chłopak wyciągnął rękę pod strumień wody. W sumie ona też mogła spróbować.
Zrobiła to samo co on. Na dłoni poczuła dziwny, niespotkany, ale przyjemny dla niej chłód. Nie taki jaki czuć podczas srogiej zimy. Dawał ukojenie oraz spokój ducha. Dziwne, prawda? Po chwili wyciągnęła kończynę i dotknęła swojej twarzy. Niebiańskie uczucie.
Gdy Latynos przedstawił się odciągnęła rękę od policzka.
Miło mi. Jestem Anneliese. Austria. - Powiedziała i usiadła prosto.

10 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pon Cze 09, 2014 11:03 pm

- Coz... Zawsze mozesz nas odwiedzic, w koncu... mieszkamy w jednym pokoju, Ameryka i ja - odpowiedzial, cofajac dlon i najspokojniej w swiecie wycierajac ja sobie o spodnie. Jest dosc cieplo, by plama wyschla w pare minut. I tak za zimno jak dla Eduarda. Zabawne, ze dziewczyna powtorzyla jego gest. No nic, to tylko takie drobne spostrzezenie. Wszak on tez czesto powtarza po Victorii.
Istotnie z usmiechem bylo jej do twarzy i bylby Meksyk gotow ujac w lapki germanski pyszczek i ucalowac, ale nie zrobil tego. Moze dlatego, ze damulka - nomen omen z zagranicy - moglaby zareagowac w nieprzewidziany sposob; a moze po prostu dlatego, ze mial mokra reke.
- Annelise - powtorzyl, raniac nieco to imie swoim akcentem. - Ladnie, bardzo ladnie. Austria... Jestem pewien ze cie znam. - Zastanowil sie, spogladajac na Austriaczke. Nic konkretnego nie przychodzilo mu do glowy. Dzwony bily, tylko w ktorym kosciele - nie wiadomo. W koncu machnal niedbale reka na te sprawe. - Moze potem mi sie przypomni. Wybacz, trudno mi zapamietac kogos, kto nie jest moim sasiadem.
I tu Meksyk niemal zapytal: "Twoj kraj lezy w Australii czy Ameryce Srodkowej?". Na szczescie - niemal. Bo gdyby raczyl rzucic takie pytanie, pewnie znow by oberwal za swoja ignorancje. Ale co robic, gdy mieszkasz obok USA i mimowolnie przejmujesz amerykanskie nawyki? Co zrobisz, nic nie zrobisz!
Perliste kropelki na jej policzku. Mily chlod, ktory Eduardo odczuwal i bez taplania sie w wodzie. Teraz moglby twarzyczki spokojnie dotknac, i tak byla mokra. Zatem nie zrobil tego z obawy przed tym, iz zaskoczona Austriaczka chlasnie mu w twarz. Dla Meksyku odnalezc sie wsrod Europejczykow to jak odnalezc sie na Ksiezycu dla randomowego Kowalskiego. Wbrew pozorom taka zmiana powstala ni stad ni zowad (mniej elegancko mowiac: powstala z dupy i nikt za kija pana nie zna przyczyny) nie byla niczym milym. No i Ameryka nie dawala mu w ogole spac, i nie mowimy tu o przyjemnym znaczeniu tego okreslenia, ktore tak wielu kojarzy z wesolym buszowaniem w jednym lozku pod oslona nocki. O nie, byloby za fajnie. Ona po prostu budzila go, gdy tylko zamknal oczy, by - niewazna pora dnia czy nocy - zrobil jej kawy. Zywot Portoryka. Tragedia grecka i liga polska.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

11 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Wto Cze 10, 2014 8:25 pm

Gość


Gość
W takim razie niedługo was odwiedzę. - Powiedziała i spojrzała na przemakający materiał.
Chłopak był bardzo miły oraz uśmiechnięty. Przypominał jej trochę Włoszkę ale... nie miał ciągle zamkniętych oczu i nie wymawiał ciągle słowa "pasta". Brakowało jej takich osób w swoim towarzystwie. Takich, z którymi można spokojnie porozmawiać. Dużo czasu mieszkała u Monicy, ale od zawsze była poważną kobietą z kamienną twarzą. Gdyby to jednak podsumować, to ona też zawsze taka była. Można u niej było zobaczyć tylko obojętność. Dopiero po całej zmianie i po znalezieniu się w hotelu na jej ustach zaczęło malować się szczęście. Nie wiedziała dlaczego. Może to przez to, że było tutaj tyle wyciszających i spokojnych miejsc oraz poznawała innych ludzi.
Po słowach Latynosa zamknęła oczy.
- Mi też nie jest łatwo zapamiętać wszystkie państwa, które nie sąsiadują ze mną. To jest dość trudne, ale jeśli osoba ma ciekawy charakter i wyróżnia się czymś od innych, to nawet pomimo sporej odległości ten ktoś na długo zostanie w pamięci i będzie się go witało z uśmiechem, w podskokach.
I w tym momencie jej kąciki ust opadły na dół.

12 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Wto Cze 10, 2014 10:01 pm

- Przekażę Ameryce, żeby nie robiła zbytniego bałaganu w najbliższym czasie – odparł, przesiąknięty entuzjazmem jak sukienka Austrii wodą. Boże, takie epickie to porównanie, nie? Zerknął na swoje spodnie. Zgodnie z przypuszczeniami, niemal całkowicie wyschły. Chwała niebiosom, że ten materiał nie pochłaniał wody jak Ameryka hamburgerów. Koniec porównań, bo userka wariuje. W każdym razie prawie wyschły. Wrócił spojrzeniem ku dziewczynie i wysłuchał jej do końca, by zaraz potem szybko zanotować spadek szczęścia widocznego na jej twarzyczce. Natura nakazała mu zrobić dwa kroki ku niej i ująć jej dłoń we własne łapki, uśmiechając się zachęcająco.
- Señorita? Coś nie w porządku? Przestałaś się uśmiechać.
Zgadza się. Brak uśmiechu Meks odbierał jako stan depresyjny. Był też bardzo przyjaznym człowiekiem, a także nazbyt szczerym ale nie o tym tu mowa; dlatego też zaraz rzucił się do dziewczęcia, by do tej depresji nie doprowadzić. Miły chłopak.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

13 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Cze 11, 2014 6:03 pm

Gość


Gość
- N-nie nic się nie stało. Po prostu nie jestem przyzwyczajona do ciągłego uśmiechu... - Powiedziała i lekko się zarumieniła, gdy chłopak złapał ją za rękę.
Była mokra, ale wydostawało się z niej miłe, przyjemne ciepło. Kompletne przeciwieństwo wody wydostającej z fontanny. Nawet, jeśli jego dłonie dotykały tego zimnego strumienia, to nie było tego czuć w ogóle. Nie miała jednak z takim uczuciem dobrych wspomnień, a przynajmniej nie mogła sobie w chwili obecnej przypomnieć. Może szczęście związane z graniem na fortepianie? Było to dla niej źródłem dobrego samopoczucia, jednak temperatura nie miała z tym nic wspólnego. Grała w chłodnawym pokoju, do którego mało kto przychodził. To tam wymyślała nowe utwory, bądź rozgrywała czyjegoś autorstwa. Jej palce leżały na mroźnych jak lód klawiszach, z których po naciśnięciu wydobywały się finezyjne dźwięki.
Nadal po jej głowie krążyły tego typu myśli i wspomnienia, które prawdę mówiąc nie były bardzo szczególne. Naprawdę nie miała wielu miłych chwil ze swojego życia? Wydaje się to niemożliwe, ale taka jest prawda. Powaga, spokój i opanowanie - tego ją uczyli przez całe dzieciństwo. Nie było przerw czy imprez. Musiała być taka przez cały czas i na mało rzeczy mogła sobie pozwolić. Na duchu podnosiły ją jednak osoby, które nie miały takiego nudnego życia jak ona. Mogły się śmiać oraz chodzić wszędzie, gdzie im się spodoba. Jednak ludzie tego typu nie zadawali się z nią. Może uważali, że jest zbyt poważna, lub wprawiałaby ich w gorszy nastrój? Zastanawiała się nad tym tematem przez długi czas.
Dość już tych smutnych przemyśleń! - Powiedziała w duchu.
- Może usiądziesz? Chyba nie jest wygodnie ciągle stać...

14 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Cze 11, 2014 9:01 pm

- Och - zdołał z siebie wydusić, mrugając zaskoczony. Nieprzyzwyczajona do uśmiechu? To było dla Meksyku faktem zupełnie niepojętym. Nie faktem, a ułudą, abstrakcją i kalumnią. Zupełnie nie pojmował sensu zdania wypowiedzianego przez Austriaczkę i przez dłuższą chwilę analizował słowo po słowie, by ostatecznie stwierdzić, że jest w tym tyle logiki co podobieństwa między flagami jego i USA. Żadnej, znaczy.
Czy tylko on był taki wesoły all the time? Cóż, możliwe, że narkotyki JAKIE NARKOTYKI?! <3 czasem miały w tym swój udział, ale przecież nie zawsze był pod wpływem tego czy owego, a uśmiechał się nawet w obecności Ameryki. Czy to nie wystarczający dowód na ekstremalnie optymistyczne podejście Meksyku do życia?
Stał tak i trzymał jej łapkę, generując odpowiedź.
- No... Rozumiem - powiedział w końcu, co było kompletnym łgarstwem, bo nie rozumiał nijak. Nawet jego uśmiech nieco zbladł, bo Meksyk chciał dać dowód temu, że on też tak potrafi. Znaczy, nie uśmiechać się, a nie męczyć. Meksyk się nie męczy. No, chyba że ma gdzieś pójść, wtedy po jakichś stu metrach zaczyna się stopniowo coraz bardziej turlać, aż w końcu i na to nie ma siły.
- Ach, nie, nie. Wygodnie jest, lubię stać - odpowiedział szybko, trochę bardzo wciąż zajęty tematem nie uśmiechania się. Meks, ogarnij się, wychodzisz na debila. Powiedziała kierująca nim wredna userka - sadystka.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

15 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Cze 11, 2014 10:01 pm

Gość


Gość
Zauważyła, że chłopakowi również zrzedła mina.
- Dlaczego posmutniałeś? Nie chcę, aby z mojego powodu każdemu z twarzy znikał uśmiech. - Lekko ścisnęła ręce Latynosa. I tego się spodziewała - przez to, że jest osobą nieprzyzwyczajoną do wyrażania fizycznie swojego szczęścia. Dlatego mało osób, jak już wcześniej było wspomniane - omijało ją szerokim łukiem.
Ale... dlaczego się tym przejmowała? Po co zaśmieca sobie głowę takimi rzeczami? Nie powinna o tym myśleć. W końcu nie zmieni dla nich swojego zachowania. Skoro jej takiej nie przyjmują, to tylko i wyłącznie ich sprawa. Lecz te myśli na pewno nie dotyczyły Meksyku. Nie był tak jak większość. Bez żadnej przeszkody ją przywitał, podszedł do niej i z nią rozmawiał. Nie starał się jej unikać w żaden sposób. Złapał ją nawet za rękę i przejął się Może on po prostu chciał pokazać, że też potrafi zmienić wyraz twarzy? Sprawa była dla niej niewiadoma.
- Proszę, uśmiechnij się. - Poprosiła go i chcąc go zachęcić - lekko podniosła kąciki ust.

16 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Cze 11, 2014 10:23 pm

- Hm? Lo siento, señorita - powiedział, zbity z tropu. Najpierw dziewczyna się uśmiecha, potem się nie uśmiecha, a teraz każe się uśmiechać innym ludziom. Cóż... Kobieta zmienną jest, prawda? Wzruszył ramionami i uśmiechnął się, co przyszło mu z łatwością. Urocza scenka. Piękna, wyjątkowo niedobrana para stoi i wlepia w siebie spojrzenia, trzymając się za łapki. Pfe.
- Nie posmutniałem ani trochę, tylko myślałem, że może coś się stało - powiedział nieco za cicho jak na siebie, niezbyt pewien, czy to aby nie normalne zachowanie u ludzi z Australii, ten brak uśmiechu. Może robił z igły widły?
- O uśmiech nie trzeba mnie prosić - dodał po chwili, już pewniej i znów z radością na latynoskim ryjku.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

17 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pią Cze 13, 2014 5:52 pm

Gość


Gość
- Nie, nic się nie stało. Taka już po prostu jestem. I dziękuję. Może nie widać tego po mnie, ale lubię patrzeć na uśmiechających się ludzi, a sama tego nie robię. Dziwne prawda? - na jej twarzy znów zawitał pogodny, lekki uśmieszek.
// Grę Austriaczka zmienną jest uważam za rozpoczętą ;w; //
Pewnie osoby czytające ten post myślą sobie, że słowa Anneliese to kompletna  bzdura. A jednak nie.
Wiadomo, że zawsze chodziła z kamiennym wyrazem twarzy, ale podczas sojuszu Austriacko-Węgierskiego, gdy była jeszcze Roderichem chociaż to malutkie szczęście dawała jej radość wcześniejszej Erzsébet. Tak samo przy tym spotkaniu - lód na jej sercu powoli topniał, gdy Latynos się uśmiechał. Ale w porównaniu do przeszłości dłużej i wyżej podnosiła kąciki swoich ust.
Następnie czując ucisk kończyny zwróciła się do chłopaka.
- Czy mogę mieć do ciebie jedną prośbę?   - Próbowała ułożyć słowa, by były kulturalne.
- Proszę, czy możesz puścić moją rękę? trochę mi ścierpła... - Powiedziała i poprawiła kosmyk włosów.

18 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Nie Cze 15, 2014 5:25 pm

Pokręcił powoli głową, chociaż gdyby posiadał szczerość Ameryki, pewnie ochoczo by potwierdził i jeszcze nazwał Austrię dziwaczką. Ale to Meksyk, nie Ameryka. Meksyk jest pantoflarzem grzeczniejszy i kulturalniejszy. Nawet jeśli jest podobnym Victorii ignorantem, to choć w pewnym stopniu stara się nie dać tego po sobie poznać.
-Nie, nie. Nic w tym dziwnego. Przecież nie musisz się ciągle uśmiechać. Ja też na przykład oglądam czasem telenowele, bo lubię, ale nie chciałbym znaleźć się na miejscu bohaterów - Urocze porównanie, prawda? Userka też czasem oglądała różne takie telewizyjne twory i nawet się wciągała, ale nie zamieniłaby się rolą z wiecznie zdradzanymi i umierającymi z rozpaczy postaciami.
Wgapiał się tak jeszcze moment w pyszczek Ann, rozmyślając nad tym, jak bardzo różni się od niego mentalnie, dopóki nie padła prośba. I co by zrobił normalny człowiek? Zmieszał się, szybko puścił jej rękę i odczołgał się czerwony gdzieś za fontannę, bo nie zorientował się, że stoi jak głupi przed dziewczyną, zarzuca jej jakieś problemy emocjonalne i trzyma jej dłoń nie wiadomo po co? Jeśli tak, to Meksyk nie jest normalny.
- Oczywiście, oczywiście -Zaśmiał się krótko i prośbę Austriaczki spełnił, włożył własne łapki do kieszeni i stał sobie, jakby nic się nie stało. Na jego twarzy - żadnego zażenowania czy pokory, jeno ten wieczny, ciepły uśmiech. Że też jeszcze się tym ciągłym uśmiechaniem nie zmęczył! Zapewne w Polsce zgarnęliby go szybko do zakładu psychiatrycznego, bo przecież uśmiech to nie jest coś normalnego. Rozumiecie, idzie taki i pogwizduje, banan na twarzy, ręce w kieszeni - albo naćpany, albo szalony, nie ma innej opcji. A Meksyk tymczasem był po prostu bardzo przyjaźnie nastawionym do wszystkiego osobnikiem, i tyle. Może gdyby był na co dzień trochę bardziej psychodeliczny i bardziej aztecki w swym charakterze, zasugerowałby wycięcie wszystkim smutnym ludziom uśmiechów na twarzy.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

19 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Wto Cze 17, 2014 6:56 pm

Gość


Gość
- Cieszę się, że rozumiesz. - Zerknęła na niego. Ta Latynoska buźka to jej zupełne przeciwieństwo. Kąciki jego ust były zawsze podniesione, a przynajmniej tak wnioskowała.
Jednak ona nie chciała się zmieniać. Lubiła, gdy ktoś się uśmiechał, ale to nie oznaczało, że ona chciała taka być. Na zawsze zostanie damą. Na taką została wychowana i taka zostanie, a z resztą było jej to potrzebne do odpowiedniego grania na instrumentach. Gdyby aktualnie była roześmiana i nieopanowana to podczas koncertu byłoby słychać ją a nie dźwięki wychodzące spod klawiszy.
Gdy chłopak puścił jej rękę, położyła ją na sukience, która obecnie była strasznie przemoczona. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby wyszła z kąpieli. Chyba powinna się wysuszyć, bo przy takiej pogodzie po przeziębienie nie trzeba było się wysilać. Wystarczy, że wyjdziesz z mokrymi włosami na kilkanaście minut i choroba gwarantowana. Stanęła na trawie. Po jej ubraniach oraz ciele spływały kropelki wody, spadając na ziemię. Na prawdę musiała coś koniecznie zrobić.
- Pozwolisz, że sobie pójdę. Jestem strasznie przemoczona, a nie chcę się przeziębić. - Userka wpada w szał chociaż sama nią steruje. Najpierw myśl potem rób, a jak widać Anneliese trochę, a raczej bardzo się zapomniała w tej kwestii. No co Latynos ją pewnie oczarował, albo ta fontanna.
- Wir sehen uns dort Eduardo! ( Do zobaczenia Eduardo ) - Po czym znów weszła w korytarz zrobiony z krzewów, drzew i kwiatów.

20 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sob Cze 28, 2014 6:24 pm

Márcia zaczęła przedostawać się przez ten cały zielony gąszcz. Co tu dużo mówić - wystające gałązki wbijały jej się w ciało, a liście wysoko rosnące zakrywały oczy. Jednak po kilku minutach udręki udało jej się dotrzeć na miejsce.
Piękna (podeptana) zielona trawa, czysta woda, Latynos, fontanna. Ale zaraz... Latynos!
Obleciała wzrokiem tajemniczą, ale znaną jej jakimś cudem osóbkę. Ta twarz, te włosy, ubrania.
Miała w głowie obraz tego osobnika, jednak nie pamiętała nazwy kraju. Może gdy z nim porozmawia to jej się przypomni? Przecież nie będzie się pytać czy jest on kimś tam. Okazałoby się, że się pomyliła i pierwsza bomba gwarantowana.
Podeszła wolno do całej "atrakcji" tego miejsca i odwróciła głowę w stronę drugiego człowieka.
- Boa noite. - Przywitała się. W zwyczaju miała podchodzić do kogoś i zaczynać rozmowę.

Podkreślam, że ubrana była w sięgające jej do ud jeansowe spodnie, szarą koszulę z krótkim rękawem. Na nogach miała czarne tenisówki.

Zobacz profil autora

21 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Gru 10, 2014 8:55 pm

Zalozmy, ze minelo juz nieco czasu - moze kilka dni - nim Meksyk ponownie sie tu zjawil. Niemniej jednak los ponownie nie pozwolil mu trwac w samotnosci, gdyz oto wkrotce po nim zjawila sie tu kolejna osobka. Wydawala sie dziwnie znajoma, a Meksyk przez te krotka chwile, zanim panna zdazyla sie przywitac, trybil i trybil, probujac odkryc jej tozsamosc. Gdy jednak otworzyla ona usteczka i przywitala sie w swoim rodzimym jezyku, Eduardowi wszystko sie natychmiast rozjasnilo.
-Portugalia! - usmiechnal sie, a potem na krociutki momencik zawahal, przypomniawszy sobie stare niedobre czasy i historie, jaka go z tym krajem laczyla. Ale to byl doprawdy tylko moment, zas juz po chwili usmiechnal sie na powrot. Zsunal sie z betonowej misy fontanny i skierowal swe kroki w strone towarzyszki, wyciagajac po drodze rece ku niej. Dopadlszy do panny, bez chocby spytania o zgode usciskal ja na powitanie - co bylo dlan calkiem normalne.
- Milo cie widziec, si - powiedzial, pusciwszy nieszczesna.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

22 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Gru 10, 2014 9:17 pm

Gdy Latynos poznał ją, to uśmiechnęła się szeroko nie wspominając przeszłości. Cieszyła się, że została tak szybko rozpoznana. Było to dla niej dużo satysfakcja oraz dodatkowe pięć punktów do szczęścia. Nie można jednak zapomnieć, że ona również szybko zidentyfikowała, że tenże mężczyzna to Meksyk.
Obserwowała jego twarz przez dłuższą chwilę. Gdy wypowiedział nazwę jej kraju zawahał się momentalnie, co w Maryśce wzbudziło zdziwienie oraz mało zakłopotanie. Czyżby sobie przypomniał? Może się jej boi? Nie, mało prawdopodobne. Dobrze, że jednak na twarzy Eduarda powrócił uśmiech, bo zaczęłaby rozmyślać, co zrobiła nie tak. No nie ważne.
Bez przeszkód ścisnęła dłoń. Było to normalne tak jak dla osoby stojącej przed nią.
- Mnie również, Eduardo. Nie sądziłam, że spotkamy się w takich okolicznościach.

Zobacz profil autora

23 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Gru 10, 2014 9:34 pm

A bo Ed to mial taki nawyk klejenia sie do kazdego napotkanego czlowieka. Przy nastepnym spotkaniu pewnie porwie ja w ramiona i zrobi piruecik. Mis - przytulis taki, o.
Zaplotl lapki za plecami, spogladajac na dziewcze i wyszukujac coraz to kolejne podobienstwa do jej meskiego... odpowiednika.
- Lepiej pozno niz wcale, si? Mm, faktycznie, zeby spotkac sie w takim miejscu, trzeba miec wyczucie, si - pokiwal glowa, spogladajac ukradkiem na otaczajaca ich zielen. O tak, przeczucie.
- Dziwna sprawa z tym wszystkim, he? Chociaz latwo przywyknac do takiej, he... postaci - Spojrzal po sobie, po swoim nowym cialku. Juz calkiem niemal przywykl do tej nowej, intrygujacej formy.
- Ale, he, skoro juz sie spotkalismy, opowiadaj co u ciebie i tak dalej, si? - Mowiac to, zgarnal ja ramieniem i czy tego chciala czy nie, gdy skierowal sie ku funtannie, musiala pojsc poslusznie za nim. Albo sie przewrocic, no ale no.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

24 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Gru 10, 2014 10:01 pm

Tak jak Meks przyglądała się mu, aby znaleźć jeszcze więcej podobieństw z jego damskim odpowiednikiem. O dziwo  znalazła ich bardzo dużo, ale nie dziwmy się. Przez ten czas, gdy widzieli siebie na oczy Porcia zapamiętała dokładnie jego wygląd, wtedy jej. Włosy oraz karnacja to podstawa, tu chodziło raczej o szczegóły takie jak zachowanie lub samo powitanie, ale pomińmy to.
- Czysta prawda. Jednakże Cieszę się, że się spotkaliśmy. Dawno cię nie widziałam. - Oh, jak słodko. Userka zaraz umrze.
- Ja również przywykłam. Już sama zmiana płci nie dziwi mnie aż tak, ale raczej zastanawia mnie to, że ponoć wydarzyło się to z nami w tych samych okolicznościach, ale to tylko plotki. - Naprawdę Maryśkę ta sprawia zaciekawiła. Słyszała, jak niektórzy opowiadali o tym, co się stało i tak dalej, i wywnioskowała, że zmiana płci zastąpiła u wszystkich po jednym wydarzeniu - gdy za dużo troszku wypili.
- Ah, u mnie wszystko w porządku. Nic ciekawego się nie wydarzyło w tych latach... albo po prostu nie pamiętam. - Krótko i zwięźle. Nie lubiła opowiadać o tym, co się u niej działo. Zawsze myślała, że jest mało ważne i nieistotnie. Taki już charakter. Porci nie ogarniesz.
Posłusznie powędrowała z Meksiem i uśmiechnęła się, gdy zmierzali do fontanny. Była tak ładna~
Ej, zaraz. Mam skupić się na pisaniu, dobra.

Zobacz profil autora

25 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Czw Gru 11, 2014 10:27 am

Rzeczywiscie, jesli by sie zastanowic, ostatni raz widzieli sie... y... no coz, w kazdym razie dosc dawno, by ucieszyc sie z tego spotkania. Dlaczego akurat tu? Niezbadane sa wyroki losu.
- Okrutnie szybko mijaja te lata, prawda? Nie ma na nic czasu, he? - A jak juz znajdzie sie kruszynka czasu, chwila oddechu, Ed poswieca ja na fieste, sjeste lub nafaszerowanie sie tymi czy innymi prochami. No coz, no coz...
Userko, nie umieraj, jeszcze nie czas na to!
- Nie mam pojecia, o co w tym wszystkim chodzi, tak po prawdzie. Moze samo sie wyjasni, he? - Bowiem zyciowa taktyka Meksyku bylo oczekiwanie. Nigdy nie robil nic pierwszy - miast tego siedzial i udawal, ze go nie ma, liczac, iz przeciwnosci losu zniecheca sie tym brakiem odzewu z jego strony. Zazwyczaj dzialalo.
Trzymajac lapke na ramieniu dziewczyny, dospacerowal do fontanny i tam tez sie zatrzymal, litosciwie puszczajac dziewcze. Ponownie przysiadl na krawedzi marmurowej misy i poklepal miejsce obok siebie.
- Siadaj, siadaj. Niemozliwe, by przez tak dlugi czas nic sie nie dzialo.
Smialo. Jedno slowo, a Meksyk jak natchniony zacznie opowiadac o tym, co sie u niego dzialo na przelomie ostatnich kilku lat. Doprawdy, wystarczy tylko go sprowokowac, a rozmowy nie zakonczy dopoty, dopoki rozmowca nie padnie trupem z nadmiaru informacji.
Obejrzal sie ku posagowi stojacemu posrodku misy. Spod polprzymknietych powiek jak zawsze strozkami splywaly lzy.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 2]

Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach