You are not connected. Please login or register

Fontanna zastygła pod drzew koronami.

Idź do strony : Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 2 z 2]

26 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Nie Gru 14, 2014 7:45 pm

Przytaknęła Meksiowi na jego słowa
- Bardzo szybko. Człowiek nie zdaje sobie nawet sprawy kiedy one minęły, a czasu coraz mniej. - ona ma wręcz tak samo mało czasu. Każda personifikacja ma go bardzo mało. W końcu trzeba pilnować sytuacji w kraju, poprawiać stosunki między państwami oraz pracować nad gospodarką razem z szefem. Wolne chwile wykorzystywała na grę w piłkę nożną czy wylegiwanie się na słońcu popijając kawę. Lubię umierać
- Może tak, może nie... dobrze byłoby jednak, gdyby to wszystko wyjaśniło się jak najszybciej. - cóż... taktyka Porci... ona próbuje rozwiązać problemy, ponieważ nie lubi z nimi żyć, ale w tym przypadku nie miała szans, żeby cokolwiek zrobić.
Gdy zobaczyła, że usiadł on krawędzi i poklepał miejsce obok, również zajęła swoje miejsce obok niego i posłała mu szeroooooooooki uśmieszek.
- Cóż... wiesz dobrze, że jestem osobą, która nie lubi mówić o tym, co się u niej działo. Nie wiem nawet co mogę Ci powiedzieć. Może lepiej ty opowiesz, co u ciebie ciekawego?

Zobacz profil autora

27 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Nie Gru 14, 2014 11:06 pm

Umrzesz, jak dojdziemy do czegos kreatywnego w tej rozgrywce. *pervy face* Nie wczesniej.
- Czlowiek, si. My mamy te przewage, ze nas czas nie ogranicza tak jak smiertelnikow, he? Tak szybko odchodza - Trudno orzecz jednoznacznie, z jakiego powodu amigos Eduarda tak szybko zegnali sie z zyciem. Oczywiscie sadzic mozna bylo nie bez racji, ze rowniez w umyslach personifikacji lata mijaly niczym mgnienie oka, saczac z nieodpornych smiertelnikow zdrowie i energie. Jednakze gdy zdasz sobie sprawe z pewnego faktu - iz co roku gangi narkotykowe wysylaja do ziemi (oficjalnie) okolo 10000 osob, poetycka teoria szybko mijajacego czasu schodzi na dalszy plan w kwestii smierci w Meksyku.
- Nie ma dociekac, dowiemy sie w swoim czasie - zapewnil raz jeszcze, powoli siegajac dlonia ku czystej, nieskalanej najmniejszym chocby lisciem powierzchni wody zebranej w podstawie fontanny. Naruszyl ja palcem wskazujacym, od ktorego zaczely sie po niej rozchodzic coraz to kolejne kregi. Szybko jednak zniknely pod naporem kregow tworzonych przez "lzy" posagu. W miejscu, w ktorym dosiegaly powierzchni lustra, woda pienila sie nieco, a zblakane krople raz po raz wyskakiwaly w gore i na boki, ladujac nieco dalej przy krawedziach misy, a czasem i dalej, konczac lot na ubraniach obecnej tu pary.
Dosc opisow wody. Wracamy do fabuly. Czas najwyzszy.
Odwzajemnil usmiech natychmiast, wrecz odruchowo i mimowolnie, co nie znaczy ze bez checi. Usmiech innych byl dla niego czyms wspanialym i niezbednym do zycia. Martwil sie o kazdego, kto nie usmiechal sie zbyt dlugo.
- Warto jednak zapytac, si? A nuz pewnego dnia zechcesz cos opowiedziec. Co by bylo, gdybym akurat tego dnia nie zapytal i nie moglabys mi nic opowiedziec? - cofnal dlon i wytarl ja o material spodni. Woda byla chlodna, moze wrecz zimna. A nawet bardzo zimna. Byl to fakt dosc oczywisty, wszak fontanny maja to do siebie, iz zwykle wypluwaja jedynie wode chlodna i ozezwiajaca. Co nie zmienialo faktu, ze Ed nie przepadal za zimnem. - Wiesz, ostatnimi czasy duzo sie dzieje w kraju. Znalezli zaginionych studentow. - Wspaniala wiadomosc! ale zaraz... Usmiech Eduarda nieco przygasl. - Znaczy, he, ciala. Czterdziestu trzech studentow. Troche ich zmasakrowali. - Ou... To wiele wyjasnia. - Wiesz, gangi. Caly czas kogos zabijaja, ale teraz ludzie sie wkurzyli. Wyszli na ulice, rozbijaja szyby w samochodach i tak dalej. Od jakiegos czasu mam w kraju zamieszki antyrzadowe. - Ktore zdecydowanie niekorzystnie wplywaly na humor i stan Eda, trzymal sie jednak dzielnie i wciaz usmiechal. - A-ale to nic, si. Niedlugo na pewno wszystko sie uspokoi.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

28 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pon Gru 15, 2014 1:44 pm

No dobra, niech będzie.
- Racja. Odkąd istniejemy wiele osób zmarło. Wątpię, aby dało się je jeszcze jakoś policzyć, bo cały czas dochodziłyby nowe... to przykre, że ludzie są tak krusi. - - Powiedziała do niego, ale uśmieszek z twarzyczki jej nie schodził. Co do długości życia, to Maryśka może pochwalić się dość dużą średnią długością życia, ponieważ wynosi ona około 80 lat, a najwyższa wynosi 83. Ładnie ładnie.
- Na pewno się dowiemy, w końcu na wszystko jest wyjaśnienie. Tyle się rzeczy odkryło w tych kilku wiekach... to również się wyjaśni - zaśmiała się cichutko. Przypomniała sobie czasy nowych odkryć geograficznych. To były bardzo piękne lata. Znaczy.. nie do końca. Każdy uczył się, że niektórzy umarli w czasie tych wypraw, często zamordowani przez tubylców. Nie zmieniało to jednak faktu, że Portugalia była zadowolona z osiągnięć jej ludzi. No ale do rzeczy, fabuła wzywa.
Obserwowała uważnie wszystkie ruchy towarzysza. Widać było, że skoro to robi to woda musi mieć miłą dla człowieka temperaturę oraz ukojenie. Ona nie miała jednak ochoty moczyć swej ręki. Jeszcze by się ochlapała czy coś.
Uśmieszek Latynosa sprawił, że jej policzki stały się rumiane, a banan na twarzy dostarczał jeszcze więcej życzliwości w stronę rozmówcy. Tak miała już w zwyczaju. Uwielbiała osoby tak optymistyczne na Meksyk i dawały jej jeszcze więcej powodów do radości. Nie lubiła za to przebywać w towarzystwie ludzi smutnych, bez uczuć... z kim się zadajesz takim się stajesz.
- A jednak i lepiej. Jeśli coś się wydarzy, to na pewno Ci opowiem. W końcu mieszkamy teraz w tym samym hotelu i nie mamy do siebie dość daleko. - powiedziała, a gdy usłyszała pytanie padło ciche "nie wiem".
Słuchała uważnie słów chłopaka na temat znalezionych ciał studentów. Automatycznie uśmiech zniknął, a na twarzy pojawiło się przerażenie i współczucie. Żeby zrobić coś takiego? Dla niej było to wręcz niewyobrażalne, jak scena z jakiegoś okropnego horroru, ale to była prawda. Zrobiło jej się żal Eduarda, gdy nadal mówił o tym wszystkim. Zaczęła trochę żałować, że się zapytała. Dostrzegła od razu zmianę w sposobie mowy oraz lekko opuszczone kąciki ust. Wychyliła się do przodu, aby ujrzeć jego twarz.
- Oby się uspokoiło... - Teraz to najchętniej utuliłaby Meksa po jego słowach. Tak jej się ciężko na serduszku zrobiło.
- U mnie do dzisiaj szukają dziewczynki Madeleine McCann. To były Brytyjka, która przyjechała do kurortu razem z rodzicami na wakacje. Ponoć została porwana przez włamywaczy, a do dzisiaj nikt nie wie co się z nią dzieje. - Rzekła, a jej twarzyczka troszkę podbladła. - w kwietniu dowiedziałam się, że było kolejne pięć spraw napaści na małe dziewczynki w tym samym kurorcie. Oby szybko coś z tym zrobili....

Zobacz profil autora

29 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sro Gru 17, 2014 4:28 pm

No i tak trzymac, zadnych przedwczesnych i zbednych ofiar z userow.
Ed mial tyle razy stycznosc z cudza smiercia... ba, zeby tylko!, rowniez ze swoja wlasna, ze nie robila juz na nim zadnego wrazenia ta kwestia. Zwykla codziennosc.
- Odeszli, odchodza i odchodzic beda - Westchnal, spogladajac w niebo. - Trzeba sie z tym pogodzic, nie? - Pogodzil sie jeszcze za czasow azteckich. Wtedy takze morderstwa byly na porzadku dziennym, notabene byly wowczas legalne i wrecz wymagane.
A srednia zycia w Meksyku to chyba zmienia sie razem z kaprysami gangow.
- Mm, ale raczej nie bedziemy musieli czekac kolejnych kilka wiekow na wyjasnienie tego. Oby.
A moze po prostu po grubej imprezie wszystkich dopadl szal gender i zmienili sobie plcie? Umm... To tylko rozmyslania dzikiej userki, zignoruj.
Oho, zasmiala sie! Jak uroczo wprawiac ludzi w taki nastroj. Nawet jesli samemu jest sie w nie najlepszym. Trudno bylo powiedziec, kiedy Meksyk byl smutny. Wesoly - gdy usmiechal sie, smial i paplal jak natchniony. Zly - gdy z gracja wymachiwal nozem i czyjas odcieta glowa. Ale smutny - rzadko kiedy dawal po sobie poznac, ze zle sie czuje. Jesli sie go spotkalo wcisnietego w kat, mramujacego i bliskiego placzu, to mozna byc pewnym, ze jest w sytuacji krytycznej i w ogole nad soba nie panuje. Bo wlasnie opanowanie pozwalalo mu na co dzien maskowac i kontrolowac emocje w sposob perfekcyjny, godny psychopaty, jakim to zreszta Eduardo byl.
- Szczerze mowiac nie jestem pewien, w ktorym pokoju mieszkasz - przyznal, drapiac sie po glowie i rozmyslajac gleboko nad ta sprawa. Moglby co prawda chodzic od drzwi do drzwi i tak dalej, ale po co, skoro zainteresowana siedzi tuz obok i wystarczy po prostu zapytac ja o numer pokoju?
Smialo, przytul! Machnal reka na to "oby". Przywykl do takich sytuacji i watpil, by w najblizszym czasie cokolwiek mialo sie zmienic.
- Obawiam sie, ze jest wiele mozliwych zakonczen tej historii. Porywacze bywaja bardzo... kreatywni
- Brawo, Meks, jestes bardzo delikatny. Przynajmniej nie powiedziales wprost, ze "zgwalcili, zabili, rozpruli, sprzedali i zjedli resztki". To dla ciebie tak oczywiste, ze byles pewien, iz towarzyszka sama sie domysli co masz na mysli, tak? - Zawsze mowia, ze cos zrobia. - mruknal z rezygnacja i niechecia. - A potem nie robia nic. Przestepcy sa bezkarni. Kiedys Alfred... No, Amelia, wiesz, probowala rozbic gangi. Mowilem jej, ze to zly pomysl, ale oczywiscie ona wiedziala lepiej, si. I, he, skonczylo sie na tym, ze wojska zabily pieciu przywodcow karteli, a gangi w odwecie wymordowaly dziesiec tysiecy osob w niecaly rok. I wlasciwie caly szas tak jest. - Mimo ze brzmiala ta storia okrutnie, Ed czaly czas mowil to z gleboka, psychopatyczna obojetnoscia.  No coz.
CZEKAJ, czekaj... Zadowolona z osiagniec jej ludzi? Masz na mysli pimaganie Hiszpanom w podboju Meksyku? 8D



Ostatnio zmieniony przez Meksyk dnia Pon Gru 22, 2014 8:25 pm, w całości zmieniany 1 raz

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

30 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sob Gru 20, 2014 11:50 pm

// Piszę to CZWARTY RAZ //
Userka nie umarła, ale za to świnka jej zdechła. Smutek
- Powinniśmy się z tym pogodzić. Jeśli przeżywalibyśmy śmierć każdego człowieka, to nie dalibyśmy sobie z tym wszystkim rady. Z resztą my również mamy swój własny czuły punkt i nie jesteśmy niezniszczalni. - Maryśka nikomu tego nie mówiła, ale bała się o przyszłość. Nie wiadomo, co mógł zgotować los jej oraz innym nacjom, lub one same sobie... wojny, bitwy... to wszystko nie było przygotowane przez tę tajemniczą siłę, tylko przez ludzi.
- Wątpię, abyśmy tak długo czekali. Miesiąc, może dwa, nie wiem. - Powiedziała, przy okazji przysuwając się do niego i podnosząc wyżej główkę. Zaczęła wpatrywać się w niebo oraz roślinność, którą można było jeszcze ujrzeć.
A może w alkoholu była substancja płciozmienna ( takie słowo nie istnieje, ale ciii ) i takie są tego efekty? A może przyszedł jakiś zwariowany naukowiec? A może to tylko sen, wymysł wyobraźni? Druga userka również ma dzikie przemyślenia.
Cóż, Maryśka tak samo jak Eduardo chowała swoje prawdziwe uczucia pod maską uśmiechu i wiecznego szczęścia. Udawała, że jest wszystko w porządku, że dobrze się czuje. Dopiero siedzący obok niej delikwent mógł dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat. Gdyby był kimś innym, bądź byliby w większym towarzystwie, to nigdy nie usłyszałby ani słowa o zaginięciu dziewczyny czy innych ważnych sprawach. Dziewczyna bowiem nie lubiła mówić o sobie. Nie chciała nikogo martwić oraz interesować.
Gdy mężczyzna wspomniał o numeru pokoju ocknęła się.
- Oh, racja. Przecież nawet Ci go nie podałam. - Po tych słowach wyciągnęła z kieszeni długopis oraz skrawek kartki. Napisała na niej swoje imię oraz numer pokoju. Pismo było staranne. Wszystkie literki były na swoim miejscu, położone w jednej linii. Po chwili włożyła przedmiot do swojego miejsca, a papierek podała osobie obok.
- Proszę bardzo. Mieszkam w pokoju numer 16. - podniosła odruchowo kąciki ust. Była już przyzwyczajona, że w takich sytuacjach się uśmiecha, aby podnieś człowieka na duchu.
Jeszcze poczekam. Jak nadejdzie ciekawy momencik, to udusi swoim przytulaniem.
- Zgadzam się. Zastanawiam się ostatnio dlaczego oni to robią? Co im to daje? Czy mają z tego satysfakcję?... - Związała swoje ręce na piersi i wyprostowała się.
Słuchała go uważnie. Miał rację. Nieraz mówią, że coś zrobią, że będzie w porządku, a wychodzi z tego coś jeszcze gorszego. W jego przypadku był masowy mord. Straszne rzeczy, straszne.
Położyła swoją rękę na jego ramieniu, aby okazać swoje współczucie oraz duchowe wsparcie. Było jej go strasznie żal.
Nie, tu chodzi o same odkrycia geograficzne. Znaczy, może wtedy myślała inaczej. Dzisiaj ma większe serduszko.

Zobacz profil autora

31 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Pon Gru 29, 2014 12:10 am

(Dlaczego czwarty? D:)

Świnka userki na szczęście ma się dobrze i przesyła kondolencje.
- Gdybym miał martwić się każdą śmiercią w moim kraju, już dawno bym się wykończył - stwierdził, otwierając szeroko oczy, przerażony tą wizją. Biorąc pod uwagę, iż statystyki wskazywały kilkaset zgonów dziennie jedynie z powodu gangów, było to przerażenie w pełni uzasadnione. Wpadły w paranoję bardzo, bardzo szybko. Miał inne problemy na głowie, zbyt wiele, by pozwolić sobie na ubolewanie nad każdym rodakiem. Znajdował czas jedynie na ponarzekanie na upiorne statystyki.
- Nigdzie mi się nie spieszy. Tak też może być - co prawda dalej dziwnie było funkcjonować w takiej postaci, ale przecież nic na to nie mógł poradzić, prawda? A w takim wypadku nie pozostawało mu nic innego jak przystosować się do obecnej sytuacji.
- Mhm. Pewnie sam też bym znalazł twój pokój, ale tak myślę, ze trochę by to zajęło - Zerkał na kartkę, obserwując poczynania dziewczęcia. Znalazł chwilę, by pochwalić w myślach jej pismo. On również każdej literze nadawał kształt nienaganny, częściowo z powodu faktu, iż dalekowzroczność i odczytywanie bazgrołów trochę się tak jakby wzajemnie wykluczało, a brak okularów niczego nie ułatwiał. Przyjął kartkę ze skinieniem głowy, przyjrzał się jej i schował do kieszeni. I tak oto osiągnął przewagę nad towarzyszką - poznał jej imię. Nie pofatygowal się, by pochwalić się swoim, co zauważył właściwie dopiero teraz, jako ze przywykł do dawnego imienia Portugalii i nie pomyślał o tym, ze przecież każdy ma teraz inne, bardziej adekwatne do płci.
Zakład, ze Ed udusi ją pierwszy?
- To chyba normalne - wzruszył ramionami. O, tak, morderstwa, do jego bezkarne morderstwa to norma totalna, światowy porządek, wielki krąg życia. - Znaczy... Raczej nie da się z tym nic zrobić, więc trzeba to po prostu tolerować. - "Tolerować" wydało mu się z początku dość dziwnym, zgoła nieodpowiednim słowem, wypowiedział je z tego powodu dość niepewnie, akcentując w taki sposób, iż jego wypowiedź bardziej niż jak stwierdzenie zabrzmiała raczej jak pytanie.
Spojrzał na spoczywają na jego ramieniu dłoń, potem na jej właścicielkę, by następnie uśmiechnąć się kacikami ust. Zbyteczna troska.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

32 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Nie Sty 11, 2015 4:54 pm

// Kochanie moje znalazłam czas oraz zebrałam się dzisiaj aby Ci odpisać ;; Przepraszam za tak długie czekanie D: //
- Tak samo ja... my wszyscy. To byłoby nie do zniesienia. - potwierdziła słowa Meksyku wpatrując mu się w oczy. Jej ślepka zaś były lekko przymrużone.
Co tu dużo mówić o jej statystykach. Ludzie umierają, bo się starzeją wypiją za dużo kawy lub są ofiarami wypadków. Rzadko kiedy zdarzają się jakiekolwiek zabójstwa, aczkolwiek są. Nie ma kraju, w którym one nie występują. Nie zmienia to faktu, że się zdarzają.
- W ogóle, po co się spieszyć? - Zapytała, ale nie wiadomo czy siebie, czy Eduardo. Co prawda na początku mówiła, że dobrze by było, gdyby wszystko się wyjaśniło w szybkim tempie. Jednakże ona nie chciała przez to zmieniać swojego sposobu życia. Przystosowała się, dobra. Poczeka sobie.
- Czyli w pewnym sensie ukróciłam twój czas szukania, nie? - mówiła z szerszym uśmiechem na mordce. Atmosfera stała się 'szara' i smutna, czyli taka której Portie nie lubi. Wszyscy wtedy mają opuszczone kąciki ust, a oddechy są cięższe. Wiadomo, człowiek nie może być cały czas szczęśliwy. Zdarzą się takie sytuacje, że nawet największy twardziel zacznie płakać. Jest to po prostu nieuniknione. Maryśka pomimo tych faktów stara się pocieszać ludzi w możliwych do tego sytuacjach. W przeciwnym wypadku daje kocyk, ciepłą herbatkę, ciasteczka i zostawia osobę samą, dopóki ta nie będzie chciała z nią rozmawiać.
Może ją dusić, ale niech nie UDUSI, bo wtedy Porci już nie będzie. * snif snif *
- Czy aby na pewno normalne... dlaczego w ogóle ludzie mordują siebie nawzajem? Czemu gotują innym takie piekło? Często robią takie straszne rzeczy a są z tego zadowoleni, po czym zabijają dalej. To jest straszne, jak człowiek nienawidzi drugiego. - Te słowa wypowiedziała już ciszej. Nie wiedziała sama czy to była odpowiedź na słowa Eda ,czy chlapie jęzorem o czymś zupełnie innym, co jej do ust przybędzie.
Na ostatnie słowa mężczyzny zmarszczyła nieco czoło i rzuciła na niego wzrokiem typu "co ty wygadujesz?". - Jak to nie da? Wszystko można można zrobić! chociaż... - i tutaj już jej twarz pobladła - ludzie są nieprzewidywalni. Tak jak mówiłeś o Amelii, o gangach. Czego nie zrobisz to oni odpłacą Ci się poczwórnie... - i teraz zamilkła. Teraz jedynie oddychała, nie wydawała z siebie żadnego innego dźwięku. Zgubiła się we własnych myślach. Musiała sobie wszystko poukładać w jedną całość.
Gdy chłopak odwzajemnił uśmiech przytuliła się do niego delikatnie i schowała twarz za jego ramieniem.

Zobacz profil autora

33 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Nie Mar 22, 2015 5:09 pm


-Si, si - kiwnal glowa. - Co mozna poradzic? Nic, he? Nie ma po co sie marwic. Ludzie umieraja od zawsze. Zreszta... I tak jest ich za duzo. - Wzruszyl ramionami. Selekcja naturalna, zapobieganie przeludnieniu, taka sytuacja.
- Po nic, si. Po nic - No bo w sumie... i tak nic z tym nie zrobia, prawda? Pozyja, poczekaja, amerykanscy naukowcy wszystkim sie zajma., jak zawsze! Tymczasem mozna sie troche pobawic, wszak taka nagla zmiana plci to calkiem frajda, czy nie tak? Och, kto z nas nigdy nie chcial choc na chwile byc przedstawicielem plci przeciwnej?
- Si, si. Gracias - usmiechnal sie. Teraz tylko nie zgubic kartki. - Jak ci sie widzi twoj pokoj, he? Wystarczajaco duzy i tak dalej? - pociagnal dalej temat. - Masz wspollokatora, si? Mm, to bylo do przewidzenia, kto mi sie trafi. - z pewna teatralna rezygnacja spojrzal w niebo. No tak, toksyczne malzenstwo forever together. - Chyba nie mieszkasz z Hiszpania, he? Nie widzialem tu Hiszpanii... - Po czym dodal nieco ciszej, raczej do samego siebie. - Mam nadzieje, ze sie tu nie zjawi. - Ach, ta synowska milosc! Wroc- Nie synowska, kolonialna. Tak.
Ach, rozwazania natury egzystencjalnej.
- Pewnie robia to... dla wlasnej korzysci - ponownie wzrusz ramionami. - Dla pieniedzy, dla przyjemnosci, zeby deszcz spadl, z nudow... Przyczyn tyle, ile trupow, si. - Meks, czemu ty sie usmiechasz, mowiac o takich rzeczach? A, tak, ty tez masz paru ludzi na sumieniu. - Przeciez ludzie od zarania dziejow probuja sie nawzajem wykonczyc. To juz wrecz tradycja, si. - Bo co to by byla za wypowiedz bez choc jednego "si"? - Nie mowie, ze to pochwalam, ale ludzie sa jak dzieci, he? Nie zmusisz ich do posluszenstwa i siedzenia w spokoju, kiedy oni wola bic sie z innymi, sciagac ze stolu zastawe razem z obrusem i robic wszystko, co tylko zakaza im starsi. - Cos w tym jest. Jak to szlo? Przepisy sa po to, by robic smaczne jedzenie? Nie, zaraz, to chyba nie to... Przepisy sa po to, by je lamac, o!
Bhaha, gdyby to bylo takie proste. "Wszystko sie da" jest rownie latwo powiedziec co "nie da sie", ale co dalej? Jak to zamienic w czyn? Skoro wszystko jest mozliwe, to czemu wciaz nie zdarzyl sie zaden cud?
- Wszystko jest w porzadku, poki my zyjemy. Ja, ty i tak dalej, si? A ludzie niech sie tam zabijaja, skoro tak im sie to podoba - pewnue znow wzruszylby ramionami, ale Porcia sie zaczela tulic, zatem odpuscil sobie ten gest. Miast tego poglaskal dziewcze po lebku. How cute~

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

34 Re: Fontanna zastygła pod drzew koronami. on Sob Kwi 11, 2015 2:54 pm

- Masz rację... nie ma co się martwić. Nadal jednak będzie nas boleć kolejna śmierć. Niektórzy nie są tego po prostu świadomi lub uważają, że są osobami bez żadnych uczuć. Chcą odgrywać najsilniejszych na świecie i drwią ze wszystkich. - Pokiwała głową delikatnie, a zaraz zamknęła oczy i się zawstydziła. Zdała sobie sprawę, że te słowa mogły wywołać negatywne odczucie u Meksykanina, może urazić? Po prostu pomyślała, że chyba zbyt mocno wciągnęła się w temat i zaczęła mówić o tym, o czym nie powinna. - No, ale tak naprawdę czują o wiele więcej... Sama tego doświadczyłam. -  i w tej chwili u niej również pojawił się uśmiech. Jakby żartowała z samej siebie i chciała pokazać, jaka to ona jest zła i niedobra.
A o czym mówiła? O tych pięknych czasach, kiedy to sobie żeglowała, podbijała, kolonizowała i inne duperele, a cóż innego?
- No właśnie, po nic... I tak to chyba nic na nie da w obecnej sytuacji. Nie dowiemy się niczego przydatnego w pośpiechu a jedyne co zrobimy, to zbędne zamieszanie, prawda?
No, nic z tym nie zrobią, to jest fakt. Czekanie będzie pewno najlepszym rozwiązaniem w tej chwili. Poczeka się, a jak się ukaże jakieś rozwiązanie, to wtedy zaczną dopiero działać. Taki jest plan.
Oj frajda to jest na bank! Sama zmiana jakoś nie wzruszyła Portki, nie przeszkadza jej to nawet.  W końcu teraz wie o czym myślą kobiety!
- Nie ma za co. A pokój? Cóż, mnie tam wszystko odpowiada. Jest w sam raz, niczego mu nie brakuje. - Inaczej mówiąc, jest dla Maryśki po prostu idealny. Do skromnych rzeczy jest przyzwyczajona, więc można powiedzieć, że czuje się jak w domku.
Na słowa o współlokatorze zastanowiła się.
- Tak, mam dwie współlokatorki. Znaczy, wnioskuję po ilości łóżek. Na razie jednak znana mi jest tylko jedna. - Ponowny nerwowy uśmiech zawitał na jej twarzy. Swisska chyba jej nie lubi.
Gdy tamten powiedział zdanie w stylu "wiadomo, kto mu się trafi", to zaraz zareagowała.- Masz na myśli Stany Zjednoczone? - zapytała, jakby nie była pewna. No chyba wiadomo, że to Amelia.
O, temat o Hiszpanii! Pora na odrobinę nienawiści miłości!
- Mam nadzieję, że tą drugą osobą nie jest Hiszpania. Znaczy, nie chodzi mi o to, że mieszkanie z nim... nią, by mi przeszkadzało. Wiesz jednak, jak to jest między nami, nie? Mamy za sobą trochę złą przeszłość... Wzajemnie sobie wszystko rozpamiętujemy. - Powiedziała, przy okazji udając, że kolejnego zdania już nie słyszy. Mówiąc w ten sposób o siostrze, ongiś bracie nadal się uśmiechała, jakby wcale jej to nie ruszało.
- Bardzo możliwe... W końcu nie zabijają z jednej, prostej przyczyny. Każdy znajdzie sobie jakiś powód, chęć czy cokolwiek podobnego. I to jest chyba takie straszne. -  schowała się bardziej za ramieniem Meksia, do którego właśnie się tuliła. Prowadzenie dalej tego tematu wzbudzało w niej pewnego rodzaju strach, obawę. Samo myślenie o śmierci było dla niej nie do zniesienia.
Słuchała kolejnych słów wypowiadanych przez Latynosa, kalkulując każdego po kolei, aby odpowiednio je zrozumieć.. i tak, rozumiała. Zaśmiała się.
- Bardzo zła ta tradycja... wręcz niewybaczalna. Życie to dar, a wolność to coś, co trzeba osiągnąć ciężką pracą. Nie powinno się od tak komuś go odbierać, nie? Tak jak powiedziałeś, zachowują się jak dzieci. Pomimo ustanowionego prawa, konstytucji i innych dokumentów, oni robią swoje. Nie chcą nawet posłuchać czy się dostosować, a jedyne co, to spełniają swoje chore zachcianki. Gdyby chociaż potrafili uszanować to, że niektórzy chcą ŻYĆ WOLNYMI. -  w tych słowach usłyszeć można było złość. Nie trzeba wiele wyjaśniać dlaczego, bo wszystko przed chwilą powiedziała. Drażniły ją kolejne wiadomości o morderstwach, zamachach, porwaniach i tym podobnych.
- Ale co się stanie, gdy morderstwa przejdą na taką skalę, że będą ginąć ich setki czy tysiące każdego dnia? Wiem, że żyjemy w czasach cywilizowanych i to mało możliwe, ale co gdyby naprawdę tak się stało? Wtedy nasze istnienie byłoby niczym, skoro nasi obywatele ginęliby po kolei. Państwo nie ma prawa istnienia bez ludzi. - Mówiła z całkowitą powagą. Z jednej strony jakoś popierała słowa Eduarda, ale miała również swoje własne spojrzenie na to wszystko.
Tak, mówiła tak poważnie, a tuliła się do niego jak takie małe dziecko, które jest bliskie płaczu... bo w sumie, w głębi to miała chęć się rozryczeć, ale przy takim temacie wyglądałoby to co najmniej dziwnie. Głaskanie po łebku wyraźnie jej się spodobało, bo pomimo tak oschłej atmosfery zdołała się jakoś rozluźnić.

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 2]

Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach