You are not connected. Please login or register

Ogród różany na tyłach hotelu.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Ogród różany na tyłach hotelu. on Wto Cze 17, 2014 1:21 am

Gość


Gość
Oczywiście hotel zadbał o to, by jego goście mogli znaleźć w jego okolicy wszystko to, na co mieli ochotę. Nikogo nie powinno więc dziwić to, że na tyłach luksusowego budynku znalazło się także miejsce na ogród, a w nim różany zakątek.
Było to miejsce, które już z dala kusiło słodkim zapachem, prowadząc ku sobie każdego wyczulonego na piękno, czy chociażby trochę znającego się na różach. Przekraczając jego próg, przechodziło się pod ażurowym, drewnianym łukiem, który gęsto oplatały sploty dzikich róż. Czerwone duże kwiaty o rozłożystych płatkach były pierwszym, co rzucało się w oczy. Krzewy dzikich róż otaczały cały ogród, tworząc wysokie, zielone mury przetykane szkarłatem. Prócz nich, skryte wewnątrz różanego ogrodu, znajdowały się labirynty wielobarwnych krzewów, począwszy od żółtych, przez pomarańczowe, herbaciane, różowe, czerwone, aż po białe. Wszystkie one kreujące kolorowe pasy, pomiędzy którymi odnaleźć można było wnęki na wykuszowe ławeczki czy niewielkie altanki, wykonane z drewna i pomalowane na ciemne, odcinające się na tle otoczenia kolory.


Oczywiście, że Francja musiała odnaleźć to miejsce. Gdyby ktoś zrobił to przed nią, byłoby to jak cios w samo serce, wstyd i hańba dla całego narodu. Wiedziona zapachem, znużona ciągłymi kłótniami i przepychankami, jakich doświadczyć można było w hotelu (Kto stwierdził, że stłoczenie tylu krajów w jednym miejscu jest w ogóle dobrym pomysłem?), szukała wytchnienia, ciszy i spokoju. Natura sugerowała grzecznie pochylającymi się nad nią gałązkami drzew, że jest jej to w stanie zaoferować. I tak wkroczyła do ogrodu, błądząc po jego ścieżkach, aż z zainteresowaniem dostrzegła białe drewno, skryte w zielonej gęstwinie. Gdy do niego dotarła – ach, nie mogła się myli – widok róż, kwiatu, który przecież tak często kojarzono z jej osobą, od razu przykuł jej spojrzenie. Nachyliła się i chwyciła w dłonie dorodny pąk obejmujących się czerwonych płatków i pochyliwszy głowę, odetchnęła słodkim zapachem, uśmiechając się mimowolnie. Ostrożnie, jakby bojąc się, że miejsce to w każdej chwili zostanie „zaszczycone” obecnością innych, wkroczyła do środka, muskając opuszkami palców wszechotaczającą ją zieleń.
Chyba jako jedyna, a przynajmniej jedna z nielicznych, nie miała aż takiego problemu ze zmianą płci. Podczas gdy inni lamentowali, odgrywali mężczyzn w sukienkach (Co bywało nawet zabawne!), ona w pełni doceniała swoją kobiecość. Owszem, na dłuższą metę ta zamiana i jej pewnie by się nie podobała, ale póki co zamierzała korzystać. To zawsze nowe doświadczenia, nowe l’amour, dlatego teraz przygładziła krótką spódnicę, zastukała obcasami o kostkę, którymi wyłożona była ścieżka (Że też potrafiła w nich chodzić bez problemu… Jeszcze by się wydało, że Francis eksperymentował z kilkoma centymetrami na plus, ach!) i ruszyła na podbój nowego miejsca, podziwiając odmiany róż, których wcześniej nie znała i przystając ponad tymi, które kojarzyły się jej z przeszłością, w pełni oddając się przy tym własnym myślom.
Spacer był jednak dobrym pomysłem. Potrzebowała świeżego powietrza, którego tak brakowało tam, gdzie znajdowało się zbyt wiele personifikacji.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach