You are not connected. Please login or register

Pokój 4 - Ameryka; Meksyk

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Sro Kwi 02, 2014 6:49 pm

Ameryka jest na górze heheh <3

Pokój dwuosobowy.

Mieszkańcy - Ameryka; Meksyk.
Pierwszy koedukacyjny pokój. Z DWOMA ŁÓŻKAMI.
Rączki na kołderkę, tu się nic nie dzieje!

Zobacz profil autora

2 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Pon Cze 02, 2014 10:29 pm

Chiny

avatar
Admin
Kałasznikow? Jest. Przykuse ubranko al'a mundur? Jest. Pełne wyposażenie legalnych i nielegalnych zabawek? Jest. No to można iść polować na kapitalistów. Nie, żeby było to czymś złym, jak inaczej... Po prostu nasze małe chińskie słońce wstało tego dnia nie tą nogą co trzeba i tak powiało grozą komunizmu, mocarstwa i szczypty lekkiego sadyzmu.
Tak proszę państwa, powitajcie tą-drugą-Yan w pełnej krasie. Z karabinem przewieszonym na plecach, górą od letniego munduru, krótką ciemnozieloną spódnicą na wzór militarny i aurą, którą mogłaby jej pozazdrościć chociażby Rosja.
I byłoby dobrze, gdyby to nasze komunistyczne stworzenie zostało w swoim pokoju czy pałętało się po korytarzach strasząc bogu ducha winne kraje, ale nie... Ona musiała wpaść na idealny plan - a czemu by się nie pobawić z kapitalistami?
A gdzie można się lepiej pobawić jak nie w pokoju NAJWIĘKSZEGO kapitalisty i demokraty? Łatwo znaleźć rozpiskę, gdzie kogo nosi, łatwo wbić do pokoju.

...gorzej jak wbije się do pokoju, a tam mieszka jeszcze Meksyk. Ale chyba go ostrzeżono przed różnego rodzaju katastrofami? O, np. katastrofą pod postacią komunisty, który wpada do pokoju z wzrokiem mordercy w oczach.


_________________


Zobacz profil autora

3 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Pon Cze 02, 2014 10:53 pm

O ściany odbiły się pierwsze ciche odgłosy obcasów uderzających o drewnianą podłogę. Na widoku pojawiła się Yan, a za nią Leona która nie wbijała się zbytnio w oczy. Szła stawiając duże kroki i patrząc w plecy swej towarzyszki. Co jak co, Chiny pilnować trzeba. Szczególnie, kiedy ma ze sobą kałasznikow. Znała swą "matkę" na tyle dobrze, że wiedziała co ma zamiar zrobić z pokojem Ameryki.
Hong Kong jeszcze raz się zastanowiła czy na pewno chce tam iść. Może uciec i już nigdy nie wrócić. Może wyrwać jej broń... Nie, lepiej nie ryzykować. Skończyło by się to pewnie utratą ręki lub innej kończyny.
Jednak jeśli stchórzy, ucierpią inni. To nie jest fajne. Jeśli pójdzie z Yan, będzie w stanie wynieść ją do szpitala psychiatrycznego ją uspokoić.
Nie miała przy sobie broni! Ona to zrobi swym wzrokiem. Mieszkając wiele lat z "matką" można odkryć jej słabe jak i mocne punkty.
- Na prawdę musząca tam iść? - spytała niepewnie. - M-mogąca z tobą pograć w karty! Albo coś innego...

Zobacz profil autora

4 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Pon Cze 02, 2014 11:20 pm

Jak dobrze wszyscy wiemy, zadne ostrzezenia do Meksyku nie dotarly przed pojawieniem sie... goscia. Nie posiadal tez w pokoju alarmu przeciwkomunistycznego, a jedynie srebrzacy sie na polce majacy najwyrazniej swoje lata czajnik i ekspres do kawy zalegajacy na podlodze przy nogach lozka, z racji iz tam ulokowany byl najblizszy kontakt - bo coz to za wygoda, gdy ledwo sie obudzisz, a wystarczy siegnac reka i juz maszyna ochoczo pomrukuje, przygotowujac ci aromatyczny czarny napoj; wzglednie przygotowuje truchtem kawe dla Aneryki, byle jak najszybciej sie odczepila. Nie byly to jednak zbyt skuteczne przedmioty zwalczania komunizmu, a w kazdym razie Meksyk raczej nie potrafil wykorzystac ich w takim celu. Stad tez nikle byly szanse obrony przed nadciagajaca czerwienia uzbrojona po szyje w narzedzia mordu.
A coz mial do powiedzenia na ten temat sam Meksyk? Otoz zupelnie nic, poniewaz jegomosc... spal. Sieste mial, znaczy. Bo kazdy wiedziec powinien, ze Meks to taki swoisty zywy laptop - nie dosc, ze praktycznie caly czas jest goracy jak jasna cholera, to jeszcze musi sobie ciagle ladowac baterie - ktore nota bene bardzo szybko sie wyczerpuja. Nie wolno go winic za te smutna przypadlosc, ale czy mozna mu bylo normalnie funkcjonowac tak daleko od ojczystego lozk... domu, w dodatku dzielac pokoj z Ameryka? No wlasnie.
I byc moze Holguín nie zorientowalby sie nawet, z ktos paleta mu sie po pokoju (przystosowanie do przebywania dlugi czas w halasliwych miejscach jak bagaznik samochodu szmuglujacego ludzi do USA), jednakze w chwili pojawienia sie Chin powialo komunizmem do tego stopnia, z nawet Meksyk zostalby przez ten goracy, nieprzyjemny zefir zbudzony ze snu. Tak tez sie stalo. Uchylil jedno oko, uchylil zaraz i drugie. Przeciagnal sie na swoim lozku przykrytym wzorzasta koldra i podniosl do siadu, mierzac pomieszczenie zaspanym, nieprzytomnym spojrzeniem obudzonego przed czasem Meksykanina. Nic nie prezentowalo sie nazbyt nadzwyczajnie, chyba ze wziac pod uwage gwiazdki migajace chlopakowi przed oczami. Przetarl oczy i wstal, przekonany, ze jednak cos musialo zaklocic mu sen, wszak sam z siebie ot tak obudzic sie nie mogl.
I byc moze to nienamacalna wściekla czerwien komunizmu wyzierajaca ze szczelin miedzy drzwiami a framuga, a moze to stlumiony glos Hong Kongu i stukot jej bucikow, w kazdym razie cos nakazalo mu ruszyc sie z miejsca. Podszedl do drzwi, polozyl dlon na klamce i po chwili dramatycznego wahania otworzyl je tak, by nue trzasnac stojacych za nimi osobnikow. Co moglo sie zza drugiej strony tychze drzwi wydawac co najmniej dziwne, tak jakby Meksyk caly czas czatowal przy wejsciu na jakiegos nic niewinnego zblakanego wedrowca, co by mu podprowadzic wszystko z kieszeni. I kogo zobaczyl? Szybka analiza pierwszej postaci. W zadnym wypadku nie byla to Ameryka (wszak od Ameryki wionie kapitalizmem i hamburgerami), podczas nieobecnosci ktorej postanowil popilnowac pokoju i przy okazji sie przespac. Najwyrazniej jednak nie dane mu bylo przetrwac dnia dzisiejszego na pelnych obrotach, efekcie spokojnego, kilkugodzinnego snu. Potrzebowal chwili, by oficjalnie wykreslic USA z listy mozliwych osob naruszajacych przestrzen prywatna lokatorow tego pokoju. Drugiej chwili, by wyczaic, ze osobnik nie wyglada na kogos o dobrych zamiarach - chyba ze ten kalasznikow to kolejny nielegalny przemyt, jeszcze kolejnej - by stwierdzic, iz jest to raczej osobniczka niz osobnik. Az w koncu udalo mu sie wydedukowac, iz jest to prawdopodobnie Chiny o wyjatkowo malo kawaiiastym spojrzeniu, do jakiego przywykl swiat. Wszak o wschodnim kraju chcac nie chcac slyszal i nie bedac rownie wielkim ignorantem co USA musial choc w pewnym stopniu persone kojarzyc.
Ale co ta persona robila tu, przed jego pokojem, w dodatku w towarzystwie nieprzychylnej kapitalizmowi komunistycznej aury i Hong Kongu (ktora Meksyk juz znacznie mniej kojarzyl)? Goscie byli ostatnim, czego sie teraz spodziewal. A zwlaszcza tacy uzbrojeni. Niemniej jednak Meksyk, wiedziony aztecka naiwno... zyczliwoscia, poslal Chinom przyjazny usmiech. Zawsze byly to jakies potencjalne bonusowe punkty do stosunkow miedzyludzkich, prawda?
Przeniosl wzrok na Hong Kong. To z kolei nie wygladalo tak groznie, ale usmiech tak czy inaczej z latynoskiej buzki nie znikal. Bo nawet niepozorny czlek moze byc zabojczy, o czym Eduardo w dobie imperium Aztekow zdazyl sie bolesnie przekonac.
- Hola - przywital sie w koncu z obiema, zamykajac tym samym ten post. Zbyt dlugi jak na psychiczne mozliwosci tego telefonu.
Albo niewazne.
Pokoj zamieszkiwany przez Meksyk i Ameryke musial wygladac dosc dziwacznie. Niezaleznym ode mnie jest, jak prezentowala sie ta amerykanska czesc pokoju, ale po stronie lewej tego pomieszczenia mam pelna wladze wykonawcza i ustawodawcza.
Mniej wiecej w polowie odleglosci miedzy katami pokoju znajdowalo sie lozko. Przykryte bylo zazwyczaj niezbyt zrecznie poskladana koldra i dwie poduszki, ktorych poszewki prezentowaly charakterystyczny barwny wrorek zlozony z zygzakow i trojkatow (nota bene - ostatnio pelno w sklepach ubran o takich nadrukach). Gdybyscie odsuneli mebel w inne miejsce, zobaczylibyscie te czesc sciany, ktora Eduardo ukrywa przed swiatem - tam pod wplywem nocnej weny zapisal pewnego razu kolejne daty konca swiata i dorysowal przy okazji pare czaszek. ...A co to? Nie pomyliliscie sie, Meksyk dzieli lozko z piekna pluszowa smiercia o nieruchomym trupim usmiechu zakwitlym na miekkiej w dotyku twarzyczce. Ale o tym nikomu ani slowa.
Za lozkiem ukrywa sie torba pelna rzeczy do tej pory nierozpakowanych. Co tam jest - nie wie nikt. Mamy tez meksiowa gitare podpierajaca sciane i pare drobnych figurek poustawianych na polce obok czajnika. Ale... pelnym opisem pokoju zajme sie pozniej. B|

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

5 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Wto Cze 03, 2014 2:20 pm

Chiny

avatar
Admin
Chiny nie potrzebowała opieki. Nawet ta jej strona osobowości, choć wydawała się zagubiona gdzieś pomiędzy stanem psychopatycznym, a czystą propagandą systemową, wciąż potrafiła o siebie zadbać. Chiny potrzebowała kogoś, kto uchroniłby resztę świata przed nią samą... W tym miejscu należy więc podziękować losowi, że pobłogosławił Azję tak liczną rodziną, a w szczególności należy podziękować Leonie, że tegoż dnia poszła za 'rodzicielką'.
Yan już całkowicie zmobilizowana do wstąpienia na wrogie, ociekające demokracją, terytorium niezbyt co prawda chciała być pilnowana przez drugą Azjatkę, jednak z braku możliwości pozostawienia latorośli pod opieką matki numer 2, pogodziła się z losem i dzielnie znosiła jej obecność. A może i Hongie się czegoś nauczy? W końcu jeszcze te kilkadziesiąt lat i ma z niej zrobić komunistkę!
Zatrzymała się przed samymi drzwiami. Poprawiła karabin i zerknęła na siostrę niezbyt zadowolonym wzrokiem.
-Nikt Wam nie karze towarzyszko...
Mimo wszystko ta jej komunistyczna wersja wciąż miała jakieś-tam uczucia w stosunku do rodziny, więc zamiast okrzyczenia, objeżdżania i strzelania fochów (...które i tak pewnie by nic nie przyniosły) jedynie spokojnie odrzekła Leonie, jednocześnie poklepując ją w prawe ramię.
-Nie mamy czasu grać w karty... Po prostu patrzcie, uczcie się i nie przeszkadzajcie towarzyszko!
Po ostatnim klepnięciu wyprostowała się jak na rozkaz. Nie specjalnie oczywiście. Wyprostowała się głównie dlatego, że drzwi koło których się znajdowała zostały otworzone ukazując nieznanego jej osobnika.
Odwróciła się w stronę pokoju mierząc mężczyznę od stóp do głowy. No Ameryka to to nie jest... Ale zaraz? Czy ona go nie zna? Oh, czy to nie ten śmieszny kraik, który kiedyś vetował aby Japonia jej nie biła? Jak mu na imię było? Mekryk? Mesyk? Metryk..? Normalnie by pamiętała, ale taka komunistyczna nie kojarzy za bardzo co się działo przed etapem 'Rosji'. A nie ważne... Jest w pokoju Ameryki, czyli na pewno wróg! Przyjęła postawę do ataku i zrugała prawie-znanego-jej-osobnika wzrokiem mordercy.
-Gadajcie co robicie w pokoju wroga i kim jesteście, aru!
Wdzięcznym ruchem zsunęła z pleców broń. Nie, nie przysunie jej na razie pod swojego rozmówce, jedynie potrzyma, postraszy, znajdzie jej dobroć!


_________________


Zobacz profil autora

6 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Wto Cze 03, 2014 10:34 pm

Leona stara się jak może doprowadzić (nie) normalną rodzinę Azjatów do porządku. Nie wychodzi to za dobrze. Ludzie rzucają broń na prawo i lewo oraz męczą ją sąsiadów. Jak w Szwajcarii. Ale oni nie walczą pomiędzy sobą i innymi krajami. Są KURDE neutralni. CHOLERNIE KURDE NEUTRALNI DO JASNEJ CIASNEJ.
Sama jest Azjatką i nie zmieni tego. Ale porównując inne rodziny, oni są najdziwniejsi. Może.
Chiny się zatrzymała, tak samo uczyniła Xiao. Hong Kong zauważyła na sobie niezadowolony wzrok swojej towarzyszki. Po co się spytała? To było błędem. Nie pomyślała i tyle. A z Yan lepiej nie zadzierać. Jest troszkę niebezpieczna.
Tylko troszeczkę.
Poczuła klepanie po ramieniu, po czym usłyszała słowa swej siostry. Ze stresu ponownie wbiła wzrok w podłogę i poprawiła kosmyk włosów który w między czasie opadł na jej twarzyczkę. Jednak kilka sekund po przestawieniu kawałka swej fryzury, znów się pojawił tam gdzie nie było trzeba. Teraz jednak nie przejęła się nim zbytnio. Opuściła głowę, przez to wyglądała jak dziecko z depresją. No, może nie dziecko. Zmarszczyła brwi a jej głowa znalazła się na miejscu.
- R-rozumiąca... - odpowiedziała cicho.
Drzwi się otworzyły. Widząc zachowanie matki, odeszła o jeden kroczek do tyłu. Prawą rękę położyła na telefonie w razie konieczności nakręcenia filmu na YouTube wezwania pomocy, drugą zaś wyciągnęła w stronę matki w taki sposób, żeby mogła ją szybko złapać i przytrzymać. Nie to żeby myślała, że matka nie da rady. Ona się bała o nieznajomego.
Latynos wyglądał całkiem na miłego "człowieka". Hong Kong się wyprostowała, sprawiała przez to wrażenie wyższej i bardziej opanowanej.
- Przepraszająca za nią. - wtedy HK postanowiła przekuć głowę Yan swym wzrokiem, jednak tą umiejętność musi jeszcze poćwiczyć. - Chińcia! Uspokajta się!

Zobacz profil autora

7 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Wto Cze 03, 2014 11:53 pm

Dziwne sytuacje mialy miejsce w zyciu Meksa i to nie raz, nie dwa ani nawet nie trzy. Ponoc nawet dziadek Tony'ego z kumplami pomogli jego ludziom wybudowac swiatynie. Mniejsza o to. Chociaz dwie istoty nie byly przy przezytych przez Eda do tej pory przygodach czyms nadzwyczajnym, to jednak do zjawisk naturalnych rowniez trudno bylo je zaliczyc. Przez chwile zastanawial sie, czy aby nie zamknac drzwi. Kalasznikow polyskujacy w dloniach azjatki dal mu szybka i jasna odpowiedz - zdecydowanie nie. Zle mogloby sie to skonczyc. Dlatego tez trwal w wejsciu, zmusiwszy sie nawet do tego, by nie cofnac sie o krok w glab pokoju.
Pokoju... wroga? Uniosl pytajaco brew, by po chwili zrozumiec, o kogo chodzi. O ile Chiny nie pomylila pokoi, to chodzilo jej o nikogo innego jak...
- Ameryka i ja mieszkamy w tym pokoju. Razem. Chwilowo jej nie ma. Nie wiem kiedy zamierza wrocic. Ale do tego czasu planowalem... - Dramatyczna chwila zawahania? Planowal spac? To nie brzmialo zbyt dobrze. Musial szybko znalezc moralniejszy zamiennik dla tej czynnosci. - Planowalem czytac.  - Idealnie. Prosta, ale jakze kreatywna w tej prostocie czynnosc. Zajecie dla ludzi kultury, ktorzy dostrzegaja wyzszosc slowa nad obrazkiem. Dla ludzi elokwentnych i waznych. A przy tym kryla sie w tym zdaniu sugestia. Slodki synonim do "spieprzaj". Bo kto sen Meksykowi przerywa, ten wkrotce zasnie snem wiecznym.
Spojrzal raz jeszcze na Hong Kong. Trudno powiedziec czy wydawala sie normalniejsza; w kazdym razie zdawala sie mniej mordercza niz towarzyszka. Towarzyszka Chiny. Nawet przeprasza, mimo ze robi to w jakis dziwaczny sposob, kaleczac bolesnie gramatyke. Wlasciwie Meksyk byl jeszcze zbyt spiacy by ogarnac, za co wlasciwie przeprasza dziewczyna, ale pomyslal wlasnie tak: skoro przeprasza, to jest kulturalna. Byla to prosta, zelazna logika Eduarda, ktora wielokrotnie zaprowadzila go nad urwisko i z szalenczym smiechem zepchnela w przepasc, ale chlopak jeszcze nie zdazyl sie zorientowac, ze jego wziete z pozoru przekonania moga byc bledne. Bedzie sie na tym potykal jeszcze wiele razy.
- A ja jestem Eduardo Miguel Holguín, Meksyk. Bardzo mi milo spotkac sie z wami, ale chwilowo jestem dosc zajety. Do czego w ogole potrzebna wam Ameryka? - dodal po chwili, wciaz trzymajac jedna reka klamke odchylonych drzwi. Tak na wszelki wypadek.
Mam tylko jedna prosbe. W liscie pozegnalnym do USA napiszcie, ze Meks zginal od strzalu z kalasznikowa, broniac jej, gdy ta hasala sobie po Burger Kingach.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

8 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Sro Cze 04, 2014 1:06 am

Chiny

avatar
Admin
Gdyby była całkowicie trzeźwa, rozważna, NORMALNA, gdyby była po prostu tą normalną Chińcią to zapewne ładnie by przeprosiła, uśmiechnęła się i skinęła jedynemu przedstawicielowi tej nie aż tak ładnej płci, przepraszając za najście. Następnie zapewne pociągnęłaby siostrę do pokoju aby zadręczać ją tam gadaniną o niej samej, aż Hongie zeszłaby z tego świata pogrążona w monologu Chinki.
Ale nie, niestety świat nie jest taki piękny i ta historia nie może skończyć się zgonem biednej Leony, więc wciąż trzeba się użerać z komunistyczną wersją Chińci czyli jej drugim alter-ego.
...jej alter-ego z kałasznikowem w rękach. Bo o ile zwykły komunista jest tylko wpół groźny, tak komunista z karabinem już stanowi całkiem poważne zagrożenie. W tym miejscu podziękujmy światu, że Chinka nie miała tego dnia PMS, bo zapewne połączenie hormonów, wypranego komuną mózgu i kałasznikowa przyniosłoby istny pogrom meksykański.
Bursztynowe, śmiesznie skośne oczy wbijały się w właściciela nieszczęsnego pokoju. Yan wolała nie odpuszczać. Zwłaszcza, że umysł plątał jej figle piorąc jej wspomnienia, o tym skąd by mogła znać owego człowieka, w proszku komunistycznej ideologii i przekonań. Właściwie oderwała wzrok dopiero, gdy zwróciła się do niej siostra. Podniosła karabin tak, aby lufę kierować w stronę obcego człowieka i delikatnie odchyliła się do drugiej Azjatki.
-Nie nazywajcie nas 'Chińcia', aru! Jesteśmy Umiłowaną Towarzyszką Siotrą.
Zmrużyła oczy dosłownie na kilka sekund, gdyż szybko pomachała głową. I po co ona to tłumaczyła. Nope, są ważniejsze rzeczy do roboty.
-Chodźcie tu towarzyszko, aru.. -Złapała siostrę za rękę i delikatnie pociągnęła ją w stronę pokoju -Przydajcie się do czegoś, sprawdźcie czy nie trzyma tam naszego wroga idei, sprawiedliwości i lepszego świata Ameryki, aru.
Tak Chińcia, wepchnij swoje dziecko w pokój wroga. Najwyżej coś je zabije, zje, zgwałci, Anglia nie zauważy, że ubyło jej jednego dzieciaka. A jak zauważy, to najwyżej odda się jej w zamian jakiś Tybet czy coś.
Siostra załatwiona, pora zająć się Meksykiem. Obniżyła nieznacznie karabin, zastępując go swoim wzrokiem który utkwiła w jego twarzy. Czy oni w związku radzieckim przechodzili jakieś szkolenie z patrzenia i wydawania dziwnej aury?
-Nie obchodzi nas czy z nią dzielicie pokój, pracujecie, pieprzycie się czy robicie na drutach, aru. Jeśli nie oblazła Was jeszcze paskudna kapitalistyczna wydzielina pseudowolności, fałszywej sprawiedliwości i tworów amerykańskiej propagandy wyniszczonych umysłów burżuazji, pławiącej się w śmierdzących ludzką krwią dolarach... -Zapewne można określić to mianem prostego zdania - 'CO TO KURWA JEST?', bo przecie nawet Rosjanie za czasów Zimnej Wojny tak nie mówili, ale pamiętajmy że to Azja. Komunizm i Azja. China, you are doiing it wrong. -...to możemy się dogadać towarzyszu, aru.
Tutaj nastąpił typowy ivanowy (w wersji na stan aktualny 'anyowy', wszak Ivan dziwnym cudem dostał cycków i stał się Anyą) uśmieszek otoczony jeszcze piękniejszą aurą chińskiej komuny.
-...Nie interesują nas również Twoje nazwy, aru. Dzielimy świat na wrogów i towarzyszy, a Wy znajcie naszą dobroć. Możecie wybrać czy jesteście naszymi wrogami naznaczonymi krwią przelaną za demokrację czy towarzyszami, którzy pozwolą dzieciom rewolucji przekształcić świat w idylliczną utopię. -Krótki przypomnienie: wybór ten jest w iście komunistycznym stylu, a więc z karabinem pod prawie samym nosem -Wasza, splamiona szatańską ideologią kultu pieniądza i ucisku, współlokatorka niestety stoi nam na drodze... -Względnie prosto i z sensem, Chińcia, robisz postępy! -...musimy wiec jeśli nie ją zlikwidować, to chociażby wtargnąć na teren wroga, aru.
Poszerzyła uśmiech, z którego litrami wylewała się zbytnia pewność siebie przemieszana z wrednością. Karabin jakoś tak przypadkiem też znalazł się w troszkę mniej korzystnej dla rozmówcy pozycji.
-Więc..? Jaka będzie Wasza decyzja... mam nadzieje towarzyszu, aru?
Nie, nie zwracajcie uwagi na ten kałasznikow. PRZECIEŻ DAŁA WYBÓR. Co nie zmienia faktu, że chyba jedyną pewną i bezpieczną osobą z całej tej trójki może być tylko Hong Kong. Bo Meksyk z komunistką, która mierzy w niego bronią i Chiny prowokująca człowieka, który kiedyś pałał się wyrywaniem serduszek.


(Powinnam pisać teksty propagandowe <3 )


_________________


Zobacz profil autora

9 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Sro Cze 04, 2014 7:48 pm

Takim oto pięknym sposobem, popchnięta Leona znalazła się w cudzym pokoju. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Tu nic nie świeciło w porównaniu do pokoju swych matek i jej. Wyglądał całkiem... normalnie. Podeszła do czajnika i włączyła go. Czy w tym pokoju jest jakaś herbata...?
Racja! Miała przecież szukać wroga (czyt. Ameryki)! Podniosła kołdrę - nie ma. Pod łóżkiem - nie ma.
W czajniku - nie ma.
No gdzie ona może być?
Podczas gdy HK tak sobie stała i myślała, a pan Meksyk oraz pani Chiny prowadzili bardzo wesołą pogawędkę, woda zdążyła się zagotować. Przecież nie znalazła herbaty i kubków! Co ona teraz pocznie?
Położyła się na ziemi z obojętną miną. Czy się pobrudzi, pobiją ją, zgwałcą czy coś - to nie ma znaczenia. Dajcie jej jakąś herbatę! JAKĄKOLWIEK!
Przeturlała się do drzwi. Dosłownie pod ich nogi.
- Nie ma herbaty! - szlochnęła. - Ameryki też, ale to mniej ważne.
GDYBY JESZCZE W OGÓLE SZUKAŁA.
"Odturlała" się znów na środek pomieszczenia i położyła się plackiem. Właśnie, to jego pokój, pewnie wie gdzie jest herbata! Xiao ponownie znalazła się pod nogami rozmawiających miło "ludzi".
- A, gdzie znajdująca się herbata? - zmrużyła lekko oczy.



[tak bardzo brak pomysłu na posta, przepraszam ;_;]

Zobacz profil autora

10 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Czw Cze 05, 2014 9:07 pm

Na widok skierowanej konkretnie w jego stronę lufy Meksyk wpadł w głęboką, skrytą pod wciąż jaśniejącym na twarzy uśmiechem furię. Nienawidził, gdy ktokolwiek do niego celował (wszak kto by lubił). Efuzja wściekłości dopadała go ilekroć znajdował się w sytuacji, a nasiliła się jeszcze bardziej od czasu, gdy Ameryka podprowadziła mu pół terytorium.
Klinomania, oto na co cierpiał niewątpliwie Meksyk. Zabawna choroba, przejawia się potrzebą przebywania w pozycji leżącej. I k(l)imania przy okazji, bo czemu nie. No i klinomania domagała się stanowczo, by goście się wynieśli. A Meksyk zdecydowanie się z jej zdaniem zgadzał. W jego oczach zamigotało poirytowanie, a uśmiech zbladł.
A teraz potem coś mu wpadło do pokoju. Obejrzał się przez ramię, otwierając naraz usta, by zaoponować czemuś tak niekulturalnemu jak włażenie bez pytania do mieszkania, jednak zaraz Chiny znów przemówiła, a Meksyk nie potrafił się za bardzo skupić na dwóch rzeczach jednocześnie; a już na pewno nie na mówieniu i słuchaniu. Stąd też zerkał to na Leonę, to na Yan. Cóż za impertynencja z ich strony! Cóż za...! Chwilę, trzeba odpowiedzieć na pytania trajkoczącej Chin... Spróbował skupić się na jej postaci, jednak doprawdy nie pasowała mu świadomość, że za plecami ma robiącą nie wiadomo co Hong.
- Ż-żadnych dolarów. Żadnej krwi, na miłość... - odparł rozkojarzony i wielce trudzący się z napierającą od środka wściekłością. W tej chwili dezorganizacji odebrał wypowiedź Chinki w swój własny sposób, krew kojarząc z Aztekami, a dolary - z brakiem jakiejkolwiek waluty w biednym, dogorywającym z głodu portfelu. Ale chyba taka odpowiedź wyszła mu na dobre, wszak coś takiego Chinka chciała usłyszeć, nie? Żadnej z niego dziki kapitalista. - Nie mam teraz z niczym takim nic wspólnego. Chore kalumnie.
Nie, w ogóle nie miał. On tylko chlastał ludzi nożykiem, bo miał fetysz narządów wewnętrznych. I wyłudzał od USA pieniądze. W sumie działało to w obie strony, ale mniejsza. Poza tym od Victorii oddzielał go znany nam już dobrze mur. Mur przyjaźni rzecz jasna.
Gniew zaczął wyraźniej dawać o sobie znać. Z tej rozmowy niewątpliwie zrodzi się co najmniej sporych rozmiarów szarmycel. Bo choć Meksyk może i sprawiał wrażenie niegroźnego safanduły, to jednak w gorącym ciałku krążyła gorąca krew, gotowa czerwienią buntu stawić czoła bliźniaczce reprezentującej komunizm. Zazwyczaj jednak Eduardo okropnie się ze wszystkim certolił, co ostatecznie kończyło się dla niego niekorzystnie. Może tym razem będzie inaczej i nikt go nie skopie. A może nawet on skopie kogoś. Hong Kong na przykład. Na myśl o tym odwrócił się raz jeszcze, by sprawdzić, co też dziewczę wyrabia. Potem wrócił spojrzeniem ku Chinom. I, szczerze powiedziawszy, jej uśmiech nie zrobił na nim wrażenia, w każdym razie nie było to miłe wrażenie. Mogą się dogadać? Też coś. Chociaż... Nie, zaraz. Nie może od razu skreślać tej wypowiedzi. Skupił się i słuchał dalej. Przy czym w skoncentrowaniu się niepomiernie przeszkadzał mu kałasznikow. Jakoś nie lubił patrzeć na broń od tej groźniejszej strony. Chinka mogła spokojnie dostrzec poirytowanie wyzierające z czarnych, latynoskich oczu.
- Choćbym i chciał pozbyć się Ameryki - zaczął powoli, oddzielając dokładnie słowo od słowa. - I tak nie mógłbym tego zrobić. Możesz zwalczać zło w innym miejscu, bo tak czy inaczej teraz jej tu nie ma. - Tak, to kolejny uprzejmy synonim od 'spieprzajcie, towarzyszu'. Najchętniej zamknąłby teraz drzwi, ale wtedy pozostałby problem Hong Kongu w środku. Albo jedna stawiałaby opór przy próbie uciszenia i unieruchomienia, albo ta druga przestrzeliłaby drzwi i Quezalkoatl wie co jeszcze, co znalazłoby się na trasie lotu kuli. Dlatego też zamknąć ich nie mógł. Zbyt ryzykowne. - A w pokoju nie ma czego szukać, chyba że gdzieś schowała jakiegoś hamburgera. Nie ma powodu, byście mi tu właziły... - Tutaj odwrócił się po raz nie wiadomo który w stronę Hong Kongu, która zaczęła coś ćwierkać. Ruszyła ekspres do kawy (bo nie czajnik, plz, to zwykły czajnik, czy ona rozpaliła ognisko na podłodze? D:). Zepsuje. Tylko nie to. Będzie musiał kupić nowy. A nie ma za co kupować nowego. Nagła potrzeba rzucenia się na dziewczę i urwania jej rączek. Przemógł się i pozostał w miejscu, z oczami szeroko otwartymi i z ustami przypominającymi cienką linię, wpatrując się w turlającą się po podłodze Hong.
- To jest ekspres do kawy. MÓJ ekspres do kawy. Proszę mi go nie ruszać. Drogi był. Herbatę można sobie zrobić w kuchni. - powiedział w końcu, a słowa wypływające z jego ust brzmiały jak demoniczne złorzeczenia. Wszak kto by się nie zdenerwował, gdyby dwie komunistki niczym świadkowie Jehowy zrobiły mu z buta wjazd i zaczęły przesuwać, włączać i niszczyć wszystko, co im wpadnie w łapy? W dodatku celując przy tym w domownika z broni palnej? No właśnie. - I proszę mnie się nie... nie turlać po podłodze. Na korytarzu można. - Zaraz, czy to była kolejna sugestia spieprzania? Tak, dokładnie tak! Tyle grzecznych wyprosin w jednym poście! Robisz postępy, Meksiu. A mogłeś tak zrobić, jak Hiszpanie wjechali ci do domku paręset lat temu.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

11 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Sro Cze 11, 2014 6:07 pm

Chiny

avatar
Admin
Ku nieszczęściu samej Chinki, widziała co robiła Xiao. Spoglądała za nią wzrokiem wyrażającym więcej niż tysiąc słów. One naprawdę były spokrewnione? Okey, obie są żółte ale przecież dla kogoś takiego jak Anglia przemalowanie dzieciaka na żółto i podmienienie mu oczu na skośne nie powinno być problemem. Tak, na pewno została wrobiona w jej matkowanie. Albo jej geny zostały brutalnie stłamszone angielszczyzną.
-Nie mamy herbaty... Towarzysze muszą się cieszyć tym, co towarzysze znaleźli. -Czyli jak w komunie -Jednak prosilibyśmy aby zachowywać się bardziej jak przystało.. -Czytać: WSTAŃ Z TEJ PODŁOGI.
Przeniosła wzrok na Meksyk. Słuchała go? Jednym uchem. Liczyło się i tak to, że ma go pod samą lufą karabinu. Owszem, trochę ją spuściła, bo pomimo ignorancji jej uszu doszły słowa, że jednak nie jest to sojusznik Ameryki i da się względnie dogadać. Jednak przyjaciel to też nie był, więc broń musiała być w gotowości.
-My się jednak rozejrzymy. Nie chcecie, nie zwracajcie uwagi. Jednak nie radzę Wam przeszkadzać.
Widziała stan w jakim znajdował się jej rozmówca. I choć sama nie należała do osób które czymkolwiek by się przejmowały, to jednak mu odpuściła. Ma ważniejsze rzeczy na głowie. Jak na przykład opuszczenie broni i prześlizgnięcie się obok rozmówcy, aby znaleźć się koło swojej siostry. A co, mała jest!
Rozejrzała się po pokoju. Aż tak źle nie było, podłoga nie skażona (wyłączając rozwaloną na środku Hong Kong), da się żyć... i szpiegować.
-Jesteście zwolnieni ze służby. -Nie wiadomo właściwie do kogo to powiedziała, gdyż zamiast kierować swoje słowa do konkretnej osoby zaczęła... przeglądać co jest w pokoju. Najwyraźniej grzebanie w cudzych ubraniach i prywatnych rzeczach jest ciekawszym zajęciem niż zabawy z kałasznikowem, który zawisł na jej plecach.
-Towarzyszko Xiao, pomożecie?
Cóż, co dwie głowy, to nie jedna, prawda? (Przydałby tu się Czarnobyl!) Zresztą to przecież przyjemność szpiegować Amerykę przeglądając jej rzeczy. Jedynym problemem był fakt, że... ona nie wiedziała, które rzeczy są USA, a które Meksyku.


_________________


Zobacz profil autora

12 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Sro Lip 30, 2014 1:42 pm

[ ODZYSKAŁAM INTERNETY! <33333 ]

Nasłuchiwała go, gdy nagle usłyszała o swojej pomyłce. Zarumieniłaby się, ale to jest Hong Kong. Ona nie może okazywać emocji nawet w najmniejszym stopniu. Popatrzyła dziwnym wzrokiem. Ni to smutnym, ni to wesołym, ni to zdziwionym... Takim badawczym trochę.
- Ekspres? - mruknęła - Ach, przepraszająca za napad.
HK cichutko oddaliła się, starając nie wydawać żadnego dźwięku. Ponownie znalazła się w meksiowym pokoju. Wstała, otrzepała się i wyłączyła mniemany ekspres.
Usiadła na łóżeczku i patrzyła na tą dwójkę. Wyglądają razem taaaaaaak uroczo. Ten kałasznikow na pleckach Chińci... czyż to nie jest słodkie? Nie? Och.
Naszej biednej Leonie przy okazji troszkę się nudzić zaczęło. Zrobiła kilka małych warkoczyków z kosmyków włosków które znalazły się na jej twarzyczce.
Wait. "Jesteście zwolnieni ze służby." Słyszysz HK? Wracaj do pokoju.
Kiedy Xiao postanowiła wstać, usłyszała propozycję Yan. Podeszłą bliżej i spojrzała się na tych dwojga.
- Oczywiście, towarzyszko.
Obrót. Równo 180 stopni. Marszem powędrowała wgłąb pokoju. Warkoczyki pokazały swój bunt. Znów powędrowały na azjatyckie oczka, przez co Hong wyglądała jak kretyn.


[Czemu ja nie umiem pisać długich i sensownych postów?]

Zobacz profil autora

13 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Pon Gru 08, 2014 4:11 am

Chiny

avatar
Admin
(Piszę posta, bo czemu nie? I trzeba rozruszać <3 *i się nudzi*)


Faktycznie nic nie mogła znaleźć w pokoju. Jedynie grzebała bez celu, ciągając jeszcze kałacha na plecach. W pewnym momencie siadła na łóżku... Bo czemu by nie? Że niby nie jej własność? Dunno, trudno. Zrzuci ją ktoś? Aah, pewnie Meksyk. Albo nie, może nie podejdzie, w końcu nikt o zdrowych zmysłach nie podchodzi do dziewczyny z kałachem. Chociaż czy Meksyk jest stuprocentowo zdrowy psychicznie? To już zapewne sprawa userki Meksiowej, jednak można przypuszczać, że nie do końca. Wszak nikt z tej wesołej gromadki nie jest stuprocentowo zdrowy. Ot, taka Chińcia. Że niby wszystko z nią okey? Naprawdę? Spójrzcie jeszcze raz, uważnie... Nadal nie widzicie co nie pasuje? Ymm.. MOŻE KAŁASZNIKOW?! Tak, z tą dziewczyną zdecydowanie jest coś nie halo.
-Nic tutaj nie macie towarzysze.. To bardzo niedobrze... Chociaż wy jesteście czyści.
Czyli tyle hałasu o nic, co? Nie martwcie się, następnego dnia Chińcia będzie już normalną słodką istotką, która zapomni, że dzisiaj walczyła o piękny komunistyczny świat!
-W sumie.. Można to wykorzystać! Towarzysz... Towarzysz... -Na chwilę urwała próbując rozmasować szare komórki -...Jak się towarzysze nazywają?
No zapomniało jej się! Zdarza się! Ma ważniejsze rzeczy na głowie. Takie jak walka rewolucyjna. I kształcenie umysłu Hongie. I nachodzenie innych w ich pokojach. I demolowanie cudzych pokoi. Można w tym stanie zapomnieć jednego imienia!
-...Towarszyszko Hongie? -Bo randomowa wypowiedź jest randomowa -Może weźmiemy szanownego, stojącego tu towarzysza do sojuszu? Dostanie za to jakiś mały podarek czy co i będzie nam przynosił informacje o Ameryce.
A teraz Ameryka to Hongie. I fuck logic, mózg rozwalony. Ale cóż, dzieją się rzeczy, to w końcu nyotalia, tak? Zresztą Chincia nie jest sobą, jest commie wersją. Pewnie następnego dnia zapomni o tym, że chciała szpiegować Amerykę i ma coś dać Meksiowi. I pewnie mu powie, że obsypie go kasą za szpiegowanie Angielki. Tak, oto jest sposób na zarabianie!


_________________


Zobacz profil autora

14 Re: Pokój 4 - Ameryka; Meksyk on Nie Gru 14, 2014 11:49 pm

Gdyby dwojka azjatyckich psychopatek poszerzyla nieco zakres inwigilacji i przeszukala pokol dokladniej, zapewne znalazly by niejeden ciekawy przedmiot. No wiecie - prochy, kolekcja nozy, psychodeliczne rysunki za lozkiem, martwe prostytutki w szafie. Ten pokoj skrywal wiele, wiele tajemnic. Niestety - czy tez moze na szczescie - Azjatkom nie dane bylo poki co odkryc tychze.
Zanim zdazyl zareagowac i zaprotestowac, kolejny Chinczyk wdarl sie nielegalnie do jego pokoju. Szarpnela nim nagla chec wyciagniecia zza pasa noza i wykrojenia zmasakrowanym truchlom tej dwojki szerokich usmiechow na odartych ze skory, przypalonych ogniem twarzyczkach. Nie miak nic przeciw gosciom, skadze, mial jednak przeciw wlazeniu na jego teren prywatny bez pozwolenia (o, ironio!), zwlaszcza z bronia i zamiarem grzebania w rzeczach rowniez prywatnych. Nadal jednak robil dobra mine do zlej gry i wciaz sie usmiechal, byl to juz jednak usmiech zdecydowanie wymuszony. Odwrocil sie ku dziewczetom, pozistawiajac drzwi otwarte, co bylo wyraznym sygnalem, iz oczekuje opuszczenia przez nie tego miejsca.
- Nic, si? A czego sie spodziewalyscie, he? Mowilem, ze nie znajdziecie tu niczego interesujacego. A skoro tak, mozecie juz sobie, no, pojsc, si?
Zaraz, chwila, moment. Co ona tam dalej gada? Zaplotl dlonie za plecami i wysluchal takze slow skierowanych do "towarzyszki" panny z kalasznikowem. Do czego one go tu namawiaja? Do lamania prawa? Jego, Meksyk, uosobienie spokoju i prawilnosci, straznika pokoju i moralnosci? Niedorzeczne!
- Eduardo. Eduardo Miguel Holguin - mruknal z niechecia, choc krylo sie w tym takze zaciekawienie. Wszystko, co zwiazane z Ameryka i robieniem czegos nielegalnego (a szpiegostwo raczej trudno okreslic mianem legalnego) wywolywalo w nim mimowolne, odruchowe zaciekawienie i gotow byl wysluchac towarzyszki komunistki do koncca, nawet jesli zakladal juz teraz, ze nie przystanie na te interesujaca propozycje.

Zobacz profil autora http://www.wheatpodlaska.deviantart.com

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach